środa, 25 lutego 2015

Najnowsze fascynacje


Nie lubię stać w miejscu. Uważam, że człowiek powinien się rozwijać przez całe życie. Podchwytywać co lepsze pomysły od innych i przekazywać je dalej.


Jest wiele rzeczy, które mnie pasjonują. Czasami ciężko mi pomieścić je wszystkie w mojej czasoprzestrzeni.
Ostatnio na przykład lubię sobie haftować wieczorami, oglądać stare seriale i chodzić wcześnie spać. Ale nie tylko... Jest kilka rzeczy, o których istnieniu wiedziałam od dawna, nawet się z niektórymi z nich utożsamiałam, ale dopiero teraz zdecydowałam się je zgłębić.

Weźmy chociażby taki MINIMALIZM.

Czyli temat mi bliski od jakiegoś już czasu. Tak, mogę chyba śmiało powiedzieć: Nazywam się Ania i jestem minimalistką. Choć wciąż mam za dużo przedmiotów, robię po kilka czynności na raz (a tak chciałabym móc potrafić skoncentrować się na jednej, ale to ciągle dla mnie zbyt trudne)  i czytam jednocześnie trzy książki (w najlepszym wypadku). Lubię upraszczać swoje życie, wyrzucać zbędne rzeczy ze swojej przestrzeni (czyli  z mieszkania, samochodu, biurka w pracy, torebki). Nie podpisuję się pod stwierdzeniem "Od przybytku głowa nie boli". Boli. I to bardzo. Less is more. Moją dewizą jest: Życie trzeba sobie ułatwiać, a nie utrudniać. Tak, czasami idę po linii najmniejszego oporu. Nie kolekcjonuję przedmiotów, kolekcjonuję wspomnienia. Odgracam swoje otoczenie jak się da. Może to dziwne, ale czerpię przyjemność z wyrzucania niepotrzebnych rzeczy. Stawiam na jakość, nie na ilość. Męczą mnie zakupy, źle się czuję w sklepach, przytłacza mnie zbyt duży wybór produktów na półkach (wiem, to mało kobiece). Wolę spacer po lesie od przechadzki po galeriach. Nie lubię mieć wielu kosmetyków. Jeden szampon mi wystarczy. Zamiast odżywki wolę olej. Jeden krem do rąk, jeden do stóp. Drażni mnie na przykład sytuacja, kiedy mam trzy balsamy. Człowiek naprawdę nie potrzebuje do szczęścia aż tylu przedmiotów. Lubię proste, nieskomplikowane potrawy, zarówno pod kątem wykonywania jak i smaku. Lubię nieskomplikowane relacje z innymi. Lubię być sama ze sobą. Lubię ciszę i zdrową atmosferę. Czasami marzę o nudzie. Ale z tym muszę uważać, bo marzenia się spełniają.



Moja kolejna fascynacja to DZIARSKI DZIADEK.

Obejrzałam chyba już wszystkie filmiki z panem Antonim Huczyńskim. Ten 92-letni, pełen wigoru człowiek
daje nadzieję na pogodną jesień życia. W ogóle podziwiam ludzi w pewnym wieku, którym wciąż się czegoś chce. Dziarski Dziadek potrafi zmotywować niejednego kanapowca i udowadnia, że na zmiany nigdy nie jest za późno.







W sferze kulinarnej króluje u mnie KASZA JAGLANA.

Wciąż odkrywam jej nowe oblicza. Mielę ją w młynku do kawy na mąkę, z której robię naleśniki, kaszkę dla dziecka czy zabielam nią zupy. Jem rosół z kaszą jaglaną, krupnik z kaszą jaglaną. Polecam kotlety (przepis TU). Kasza jaglana jest the best. To samo zdrowie. Jej jedzenie zalecane jest przy infekcjach, przewlekłym katarze i kaszlu, ponieważ świetnie odśluzowuje organizm. A ostatnio znalazłam nawet przepis na gofry z kaszą jaglaną.



A czynnością, którą inicjuję każdy dzień jest SSANIE OLEJU.
 
Pisałam już o tym TU.  Każdy poranek zaczynam od oczyszczania organizmu za pomocą tej banalnie prostej metody. Dzięki temu nie rozkładają mnie żadne choróbska, a infekcje trwają zaledwie jeden dzień i są praktycznie nieodczuwalne. W dodatku ssanie oleju nie ma absolutnie żadnych skutków ubocznych, więc z powodzeniem może je praktykować każdy.


Poczytać natomiast lubię sobie ostatnio BLOG AGNIESZKI MACIĄG (link do bloga TU).

To dla mnie kopalnia wiedzy o zdrowym trybie życia. Czytam regularnie wszystkie nowe wpisy i staram się wcielać w życie niektóre z jej porad.

A na koniec coś, co uwielbiam robić, czyli ARCHIWIZACJA RODZINNYCH PAMIĄTEK.

Lubię spisywać rodzinne opowieści, tworzyć drzewa genealogiczne. Przeprowadzam wywiady z moimi dziadkami i rodzicami. Kiedy było mi mało mojej rodziny, wzięłam się za rodzinę męża. Wiem kim byli jego pradziadkowie.Uwielbiam oglądanie czarno-białych zdjęć i poznawanie ich historii. Archiwizuję stare listy, pocztówki, zeszyty. Kiedy odwiedzam babcię, grzebię w jej papierach, przekopuję pudełka z korespondencją z dawnych lat. Ostatnio odnalazłam u niej swoje stare laurki, dawane z różnych okazji. Ale najbardziej wzrusza mnie przechowywana przez babcię kartka wyrwana z mojego pierwszego zeszytu. Naprawdę, kocham takie rzeczy.






2 komentarze: