czwartek, 15 stycznia 2015

Powrót do przeszłości



Niedawno miałam okazję pobuszować wśród bibliotecznych półek z literaturą dla najmłodszych. Odnalazłam tam książki z mego dzieciństwa. Na widok niektórych okładek ogarnęła mnie nostalgia.


Samodzielne czytanie zaczęłam bardzo wcześnie, w wieku pięciu lat, ale krążą pogłoski, że nawet rok wcześniej. Faktem jest, że jako siedmiolatka przeczytałam kilkakrotnie "Dzieci z Bullerbyn", a nawet napisałam (na maszynie!) opowiadanie pod tytułem "Straszny smok". Wczesne obcowanie z książką zawdzięczam babci, która poświęciła swój czas na moją naukę czytania i pisania oraz mamie-bibliotekarce. Pamiętam, jak wracałam do domu z naręczem wypożyczonych książek po to, by jeszcze tego samego dnia zwrócić je, przeczytane do biblioteki i wypożyczyć nowe. O tak, jako dziecko, z braku innych rozrywek, byłam prawdziwym molem książkowym.

Zanim jednak doszłam to tak poważnych pozycji jak "Dzieci z Bullerbyn"(swoją drogą, to do dziś moja ulubiona książka dla dzieci, znam ją chyba na pamięć), zadowalałam się literaturą mniejszego formatu. Szlifowałam swój warsztat m. in. na książeczkach z serii Poczytaj mi mamo (najbardziej utkwił mi w pamięci tytuł "Chcę mieć przyjaciela" autorstwa Danuty Wawiłow). Jednymi z moich pierwszych lektur były "Co Marysia zgubi dzisiaj" Krystyny Pokorskiej, "Osiołek bury" i "Muzyka na krzywej wieży" Wiery Badalskiej. Zaczytywałam się też w wierszach Brzechwy i Tuwima. Potem pojawiły się pierwsze szkolne lektury, jak np. "Z przygód krasnala Hałabały" Lucyny Krzemienieckiej, czy "Nasza mama czarodziejka" Joanny Papuzińskiej. Pamiętam też zbiór zabawnych wierszy Karola Szpalskiego i Mariana Załuckiego "Ananasy z naszej klasy" oraz klimatyczną dziecięca poezję Ewy Szelburg-Zarembiny.

Emocje, jakie towarzyszyły mi podczas grzebania wśród nadgryzionych zębem czasu starych wydań są nie do opisania. Kiedy odkrywałam kolejne, znajome mi okładki, w głowie wyświetlały mi się obrazy z dzieciństwa. To tak, jakbym cofnęła się w czasie. Z czułością przeglądałam "swoje" książki strona po stronie.
Co za ilustracje! Dawno nie byłam taka podekscytowana. Czy jest tu ktoś, kto mnie rozumie? Pamiętacie te tytuły?








 
















 







10 komentarzy:

  1. Mam to samo, Krasnala uwielbiałam, a teraz nawet mam w domu kultowego "Konika Garbuska" z czasów dzieciństwa mojej mamy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, dzięki za przypomnienie o "Koniku Garbusku"!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamietam "Tancowala igla z nitka", okladke " Muzyki na krzywej wiezy" i logo " Poczytaj mi mamo" :) Ksiazka, ktora kojarzy mi sie z moim dziecinstwem to "101 dalmatynczykow"- codziennie (sic!) meczylam tate, zeby mi poczytal choc czytanie szlo mi sprawnie a opowiesc znalam na pamiec

    OdpowiedzUsuń
  4. O, przypomniałaś mi, że ja też uwielbiałam dalmatyńczyki, może nie tak obsesyjnie jak Ty, ale jednak:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzieci z Bullerbyn to również moja ulubiona książka :) Miałam stary egzemplarz, w grubej okładce jeszcze po mojej mamie. Ale jak wyjechałam na studia ona gdzieś to oddała... :( szkoda! Teraz planuję kupić i czytać chłopakom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, co dobre:) Ja mam dwa wydania: stare, zniszczone ciągłym czytaniem i nowe, mojej córki. Oba mają te charakterystyczne ilustracje. Pamiętasz?

      Usuń
  6. Dawniej ludzie mieli wyobraznie! :) tak samo z filmami i bajkami dla dzieci. Niedawno zobaczylam jak teraz wyglada Myszka Mickie albo Garfield na jednym z kanalow dla dzieci- o zgrozo :(

    OdpowiedzUsuń
  7. o ja ale skarby! większość pamiętam oczywiście! aż mi serce zmiękło....i nosem zaczynam ciągać na samą myśl ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło, że są osoby którym też się łza w oku kręci na wspomnienie dziecięcych lektur. A już myślałam, że jestem jakimś dinozaurem.

      Usuń