niedziela, 19 października 2014

10 porad oszczędnej pani domu



O tym, że trzeba gasić zbędne oświetlenie, brać prysznic zamiast kąpieli czy zakręcać wodę podczas mycia zębów wiedzą wszyscy. O tym, że nowoczesny sprzęt elektroniczny pobiera mniej energii- również. 


O tym, że jedzenie na mieście jest droższe niż domowe obiadki, a taksówka kosztowniejsza niż komunikacja miejska piszą w każdej gazecie. To są oszczędnościowe banały. Stosuję je w życiu codziennym, a jakże!
Chciałabym jednak w tym poście podzielić się z wami trochę mniej popularnymi sposobami na zaoszczędzenie kilku groszy bez wyrzeczeń. A wiadomo nie od dziś, że grosz do grosza...

1. Nie kupowanie wody. Zamiast tego warto się zaopatrzyć się w filtr do wody (jest to wydatek rzędu 50 zł, a posłuży na lata; trzeba doliczyć jeszcze filtry- miesięczny koszt filtrowania wody to jakieś 8 zł). Tak naprawdę, będąc mieszkanką Olsztyna, jestem w tej komfortowej sytuacji, że mogę się obejść bez filtra i pić wodę prosto z kranu, ponieważ nasza "olsztynianka" jest bardzo dobra jakościowo i ma bogaty skład minerałów, co jest potwierdzone licznymi badaniami. Tak więc wodzie w plastikowych butelkach powiedziałam uprzejme, acz stanowcze "bye!". Do tego dochodzą jeszcze takie plusy, że nie trzeba tej wody taszczyć ze sklepu i zapełniać kosza na śmieci plastikiem. A więc oszczędność, wygoda i ekologia w jednym!

2. Połowa tabletki do zmywarki w zupełności wystarczy. Przetestowałam, wiem, co mówię. Nie widzę żadnej różnicy w naczyniach umytych przy użyciu całej tabletki czy jej połowy. Jest to pomysł mojej koleżanki (tej, z którą razem oszczędzamy w październiku- KLIK). Zatem śmiało, noże w dłoń! Wystarczy przekroić hurtem kilkadziesiąt tabletek i mamy zapas na dłuższy czas. Wniosek? Opakowanie tabletek wystarczy nam na dwa razy dłużej.

3. Marsz to zdrowie. Jeśli mam do przejechania tylko dwa, trzy lub nawet cztery przystanki autobusem, nigdy nie wsiadam! Zdaję się na własne nogi. Może oszczędność niewielka, ale szybki marsz jeszcze nikomu nie zaszkodził. No i pamiętajmy, grosz do grosza, a tu już jesteśmy 2,90 zł do przodu. Czasem też od usług MPK wybieram konkurencyjne busiki- są o 90 gr tańsze.

4. Kupowanie kurczaka w całości i samodzielne porcjowanie. Wspominałam już o tym TU. Wychodzi znacznie taniej niż osobne kupowanie piersi, udek czy skrzydełek.

5. Sezonowość owoców i warzyw. Wolę polskie truskawki w czerwcu i lipcu, od tych dziwnych (jakichś takich sztucznych) importowanych w lutym z Hiszpanii. To samo z pomidorami. Najlepsze i najtańsze są w sezonie. Kiedyś, dawno temu, kiedy na zakupach w Carrefourze pakowałam w środku zimy do koszyka pomidory, które nawet koło prawdziwych pomidorów nie leżały, jakaś starsza pani pouczyła mnie, że o tej porze roku lepiej zjeść polskiego buraka. Utkwiły mi te słowa w pamięci. Bo babcia miała rację. Teraz na przykład jest sezon na jabłka i są one bardzo tanie. I trzeba z tego korzystać.



6. Zamrażanie. Warto zamrażać dary lata i jesieni, kiedy są w przystępnych cenach. Mam tu na myśli np. kalafiory, truskawki, nać selera czy pietruszki. W ogóle zamrażam wszystko co się da. Kiedy zostaje mi pół selera, nie czekam, aż się zepsuje, tylko wrzucam go do zamrażarki.

Przed zamrożeniem kalafiora trzeba go lekko podgotować

7. Wyłączanie lodówki na czas urlopu. Kiedy opuszczamy nasze mieszkanie na dłuższy czas (w tym roku np. wyjeżdżaliśmy trzy razy na 9 dni) wyjadamy wcześniej wszystko z lodówki i zamrażarki (też oszczędność, bo nie robimy zakupów, tylko zjadamy zapasy), rozmrażamy ją i odłączmy od prądu. W ogóle na czas naszej nieobecności wyłączamy korki. Zauważyłam duże zmiany w rachunkach za energię.

8. Patrzę na ceny produktów za kilogram i porównuję je. Nie kupuję półproduktów, napojów gazowanych i niegazowanych. Ograniczam słodycze. Przeglądam gazetki promocyjne. Mój ulubiony dyskont to Biedronka:)

9. Nie kupuję czasopism (w tym roku kupiłam tylko jedną gazetkę). Po co? Wszystko jest przecież w Internecie.

10. I na koniec garść drobiazgów, takich jak np.:
- zabieranie ze sobą na zakupy ekologicznej torby,
- rezygnacja z gumy do żucia (sama chemia),
- używanie mniejszej ilości pasty do zębów (połowa tego, co widzimy na reklamach w zupełności wystarczy),
- wykorzystywanie kosmetyków do końca,
- zakupy w ciuchlandach (warto tam zaglądać, bo można nabyć za grosze bardzo dobre jakościowo rzeczy),
- odłączanie ładowarki zaraz po naładowaniu telefonu,
- korzystanie z biblioteki (nie muszę mieć na własność wszystkich nowości książkowych, mogę je przecież wypożyczyć),
- energooszczędne żarówki (jedna z nich służy mi już 6 lat),
- staram się nie wyrzucać jedzenia (starym chlebem zawsze można nakarmić kaczki, a przeterminowany olej wykorzystać do olejowania włosów),
- pranie i zmywanie w niskich temperaturach.

Money, money, money...
Może Ameryki nie odkryłam, ale chciałam się podzielić z Wami moimi sposobami na oszczędzanie. Jak wymyślę coś lepszego, na pewno dam znać. A może Wy wiecie coś, o czym ja nie miałam pojęcia?

8 komentarzy:

  1. Zakupu w internecie - bardzo często większość rzeczy, które planujemy kupić można dostać w Internecie w znacznie lepszych cenach niż w sklepie (szczególnie sprzęt AGD, ale również kosmetyki czy zabawki dla dzieci; posiadanie dwójki dzieci tej samej płci ;) - w przypadku drugiego koszty znacznie zmniejszone bo korzysta z tego co zostało po pierwszym ;) ;) Dzięki za dobre rady! Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda; zakupy przez Internet często wychodzą taniej, zwłaszcza takie większego kalibru. Ostatnio zamawiałam krzesła i cena za jedno była o 50 zł niższa niż w sklepie. A producent ten sam.

      Usuń
  2. Wartościowy post Aniu.
    No cóż, ja mogłabym napisać poradnik dla NIEoszczędnej pani domu ;)
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilonko, taki poradnik byłby bardzo ciekawy. Z chęcią przeczytam:)

      Usuń
  3. Nie wiedziałam o tabletkach do zmywarki - ciekawa informacja! Co do mrożenia, niby oczywiste, a tyle razy wyrzucałam pół brokuła czy innego warzywa, bo nie zdążyłam zjeść... A rozwiązanie jest tak oczywiste! Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pomysł z tabletkami wpadła kiedyś moja koleżanka. Teraz jestem już na etapie tworzenia swoich własnych-z sody,kwasku i soli. Wiadomo, czasami coś tam się nie domyje, ale tak bywa też przecież i przy zwykłych tabletkach.

      Usuń
  4. Wspaniały blog. Dziękuję za ważne informacje

    OdpowiedzUsuń