piątek, 31 października 2014

Październikowe impresje



Wiecie, co Wam powiem? Nie taka jesień straszna, jak ją malują. Jesienne dni są całkiem kolorowe, całkiem smaczne i inspirujące.



Ten post będzie głównie zdjęciowy. Oto lista moich październikowych ekscytacji.

Muzycznie.
Bryluje tu Sara Brylewska:) "Sztormiaka" i "Wojen gwiezdnych" mogę słuchać bez przerwy. Muzyka idealnie wtapiająca się w jesienny krajobraz.




Literacko.
Jak to dobrze, że mam coraz więcej czasu na czytanie.
Pod kołdrę polecam  "W dżungi miłości" Beaty Pawlikowskiej i " Jak tu nie biegać?" Beaty Sadowskiej.
Do autobusu za to świetnie się nadają "Zaklinacz czasu" Mitcha Alboma i "Księga stylu Coco Chanel" Karen Karbo.
Byłam również na spotkaniu autorskim z Małgorzatą Kalicińską. Wróciłam z autografami na książkach "Zwyczajny Facet" i "Dom nad rozlewiskiem".

Ciekawy wywiad z autorką "Domu nad rozlewiskiem"

Coco Chanel była niezłym ziółkiem
Książka daje niesamowitego kopa!


Motoryzacyjnie.
Przy zamku odbył się zlot samochodów z duszą.

Takie cudeńka można było zobaczyć na olsztyńskich ulicach
Powrót do przeszłości

I jak tu się nie uśmiechać?
Można było również obejrzeć wystawę poświęconą dawnej komunikacji miejskiej
 
Spacerowo.
W naszym mieście jest wiele ciekawych zakątków.

Dziedziniec planetarium
 

Urząd Marszałkowski

Na ulicy Kolejowej

Kulinarnie.
Wciąż jeszcze bez problemu możemy dostać świeże warzywa.
Obdarowana cukinią, musiałam improwizować.
Odkryłam również świetną pierogarnię.




Tak powstają placki z cukinii


Zapiekanka ziemniaczano- mięsno-cukiniowa
 
Pierogi ze szpinakiem lub z soczewicą

Zjadamy już dary lata

Przyrodniczo.
Choć jesień w pełni, kwitną jeszcze kwiaty.
Oj, jest co oglądać i fotografować.



Nie próbujcie sami robić herbatki chmielowej:)




Skarby jesieni
Łubin

Sportowo.
Od czasu do czasu jeździmy na mecze.
Korzystamy, bo za chwilę koniec sezonu.

Mecz w Różnowie

niedziela, 26 października 2014

Tajemniczy ogród?


 

Niedaleko mego domu, w pobliżu ruchliwej ulicy ukryte jest miejsce pełne spokoju, przypominające wieś. To ulica Zakole z pięknymi domami, która prowadzi wprost do niedużego lasku. Wchodząc tam przez lukę w ogrodzeniu, poczułam się jak w tajemniczym ogrodzie.


Którejś niedzieli wybraliśmy się na spacer po osiedlu. Po 10 minutach z każdej strony otoczyła nas polska złota jesień. Słońce grzało, liście szeleściły pod nogami, dziecko było zadowolone.
Kiedy temperatury spadły, wybraliśmy się tam po raz drugi. Patrzyłyśmy z K. jak liście osiki drżą na wietrze, maszerowałyśmy dziarsko leśną ścieżką. Świeże powietrze dobrze nam zrobiło.















I wszystko byłoby idealnie... gdyby nie śmieci. Butelki, puszki, foliowe torebki (na zdjęciach tego nie widać, bo nie pozwoliło mi na to moje wrodzone poczucie estetyki). Brak słów. Gdybym była nauczycielką w pobliskiej szkole podstawowej, zabrałabym tam dzieci i w ramach akcji Sprzątanie Świata w ciągu godziny las wyglądałby jak należy. Pamiętam, jak wyjeżdżaliśmy z klasą na sprzątanie lasu. Świetna inicjatywa, ucząca podstaw ekologii. Po co ten cały szum o segregacji śmieci, skoro mamy zaległości widoczne gołym okiem w postaci lasu pełnego odpadów? Sama nawet miałam ochotę przyjść tu z workami, jednorazowymi rękawiczkami i  posprzątać przestrzeń, w której mam ochotę spędzać wolny czas z rodziną. Mam bogatą wyobraźnię, ale naprawdę nie wiem, co ma w głowie człowiek, zaśmiecający las. Co nim kieruje? Czy tak trudno włączyć czasem myślenie? Ja od małego uczę moja córkę, do czego służą kosze  na śmieci. I może tak strażnicy miejscy zamiast sprawdzać co do minuty czas z biletów parkingowych, skupiliby swoją uwagę na osobach bezkarnie wyrzucających śmieci gdzie popadnie? Dostałby taki delikwent dwie stówki mandatu i następnym razem trzy razy by się zastanowił nad swoim postępowaniem.
Szanujmy naszą wspólną przestrzeń!

sobota, 25 października 2014

Spacer po Barczewie



Kiedy dawno temu przejeżdżałam przez Barczewo, pomyślałam: Co za brzydkie miasto. Jak można tu mieszkać? Rok temu pojechałam tam zweryfikować swoją opinię. Miasto brzydkie nie jest, ale jakieś takie posępne, przytłaczające, senne, a jednocześnie intrygujące.


W zeszłą sobotę mieliśmy w planach wyjazd na mecz do Barczewa. Nawet umówiłam się na spacer z koleżanką po barczewskich uliczkach. Pogoda nas jednak zaskoczyła na tyle, że uznaliśmy, że bezpieczniej będzie, jak jak i K. zostaniemy w Olsztynie. Nie było mi jakoś specjalnie żal, ponieważ zwiedziłam to miasteczko w ubiegłym roku.
Było pochmurne niedzielne popołudnie. Ulice Barczewa były wyludnione. Otaczała nas jakaś złowroga cisza.
Tak, jakby atmosfera zakładu karnego wpłynęła na całe miasto. Stary cmentarz odstraszał swym zaniedbaniem. Jakieś takie irracjonalne było to wszystko.
Mimo wszystko udało mi się wynaleźć kilka perełek.
Oto zdjęcia z tej wycieczki.





























Przyjadę tu latem lub wiosną. Może zmienię zdanie.