sobota, 20 września 2014

Rokitnik i inne cuda natury

 

Wrzesień to czas kiedy, możemy zbierać plony lata i delektować się sezonowymi owocami i warzywami. Stragany wciąż jeszcze uginają się od dobrociejstw sadów i ogrodów. Należy więc korzystać do woli, a najlepiej udać się na wieś.


Rokitnik odkryłam w zeszłym roku, kiedy do mojej pracy zawitał pan spod Szczytna z torbą pełną różnych soków i syropów własnej produkcji. Odtąd regularnie zaopatruję się u niego w syropy: klonowy (uwielbiam nim polewać pełnoziarniste naleśniki), sosnowy i z mniszka lekarskiego, znakomite na podniesienie odporności. Kiedy pierwszy raz spotkałam owego pana, miał on w swoim asortymencie między innymi sok z rokitnika. Kupiłam na próbę jedną butelkę i poczytałam o magicznych mocach tej rośliny. Rutinoscorbin, cerutin i inne tego typu wynalazki omijam teraz szerokim łukiem. Stawiam na naturę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że rokitnik rośnie również w ogrodzie moich rodziców. W dodatku w bardzo dużych ilościach. Nieproporcjonalnych do tego, ile udało mi się nazrywać, bo zrywanie rokitnika jest niestety czasochłonne, a nasz weekend był na tyle intensywny, że więcej niż godzinę nie mogłam na to poświęcić. Szkoda, bo wygrzewanie się na wrześniowym słońcu w ogrodzie było megaprzyjemne.
Przygotowałam z moich zbiorów trochę syropu na miodzie. W przyszłym  roku planuję uruchomić produkcję na większą skalę.

Rokitnik






Weekendując u rodziców, odkryłam u nich kolejne cudo, zwane cytryńcem chińskim. Jest to roślina pnąca o kilku smakach. Ja wyczułam słodki, kwaśny, słony i gorzki, choć są koneserzy, którzy doszukali się pięciu, a nawet siedmiu smaków. Cytryniec ma również moc niezwykłych właściwości, owocuje w kiściach, w związku z czym zrywa się go o wiele łatwiej niż rokitnik. Mój cytryńcowy syrop również przyrządziłam na miodzie i też niestety w ilościach takich, co kot napłakał.

Cytryniec chiński

Poza tym na podwórku i w ogrodzie rodziców znalazłam jeszcze pigwę, maliny, aronię, jagody goji, winogrona, głóg, dorodne gruszki. Całe bogactwo witamin. O ekologicznych ziemniakach, zapakowanych do bagażnika nie wspomnę. Dzisiaj zrobiliśmy z nich takie placki, że klękajcie narody!
Do tego mogłam nacieszyć oko jesiennymi kwiatami.

Pigwa

Nagietek


A tuż za ogrodem rozciąga się niewielki lasek. Co prawda, grzybiarką jestem słabą, bo moje bystre oko dostrzegło tylko przyczajone w trawie, całkiem urodziwe muchomory, ale już sam fakt wyprawy z koszykiem na grzyby dał mi dużo radości. Mój mąż wrócił za to z  maślakami.



Mchy świeciły pustkami...



Maślaki

To jeszcze nie wszystko. Wystarczy, że przejdę się dwieście metrów dalej, do mojej babci i dziadka, a tam...jabłonie uginają się od jabłek, a winogrona kuszą jak, nie przymierzając,  we francuskiej winnicy. Orzechowiec też czeka na swoją porę, a my czekamy na coroczny przydział włoskich orzechów, które dziadek z babcią sprawiedliwie dzielą dla swoich dzieci i wnuków.


Z babcią

Winnica moich dziadków


W sadzie dziadków

Natomiast 16 kilometrów dalej, na podwórku moich teściów rośnie pięćdziesięcioletnia, albo i jeszcze starsza leszczyna, z której strząsamy i zbieramy orzechy laskowe. Teść zaprasza nas na antonówki, a teściowa wręcza torebkę tegorocznych suszonych prawdziwków, kilka słoików z przetworami i jajka od szczęśliwych kur.
Nie wspomniałam jeszcze o naszej rodzinnej pasiece na skraju Puszczy Białowieskiej. Nic nie smakuje lepiej niż świeży miód.
Czy obdarowana takimi cudami natury mam prawo chcieć czegoś więcej?
To jest właśnie prawdziwe jedzenie!
Jak mają się do tego półprodukty z supermarketów?

6 komentarzy:

  1. To super, że masz dostęp do tak wartościowych produktów, zazdroszczę. Samo zdrowie.
    No proszę, Ania i Babcia mają podobne upodobania modowe - paski rządzą ;)
    Buziaki :)

    PS Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami sama sobie zazdroszczę:)
    A paski? No tak, racja:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę takich zbiorów! Bardzo lubię takie miejsca, u moich rodziców też jest podobnie - można nazbierać winogrona, jabłka, maliny... Kiedyś sama stworzę sobie duży ogród koniecznie z małym sadem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, trzeba korzystać, jak ma się możliwości.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdyby te miniaturowe pomarańczki czyli rokitnik -było łatwiej zrywać - robienie z nich soku było by przyjemnością-bo zalet dla zdrowia to ma rokitnik bez liku-Ale to zrywanie - a to pęka owoc i pryska sokiem ,a to kolce kłują - itp -Ale fotografię - i rokitnika i cytryńca-ale też grzybów -nawet muchomorów - to bajka jakich mało -Spacerowanie w takim lasku to relaks nie z tej ziemi -same zalety dla serca- !!!-Andrzej

    OdpowiedzUsuń
  6. To prawda, zrywanie nie jest łatwe, wręcz irytujące, rzekłabym:) Ale zdecydowanie warto!
    Dziękuję za komentarz i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń