sobota, 27 września 2014

Ostatnie tchnienie lata



Wszystko wskazuje na to, że jesień zadomowiła się u nas na dobre. Cóż, skoro taka jest kolej rzeczy... Poprzedni weekend był jednak dla mnie jeszcze iście letni.


Wybraliśmy się całą rodziną na mecz do Ramsowa (o wyjazdach na mecze pisałam już kiedyś TUTU i TU), oddalonego od Olsztyna jakieś 30 kilometrów. Zaraz za boiskiem rozciągała się droga w nieznane. Słońce nas rozpieszczało, aż miło. Korzystaliśmy zachłannie z ostatnich dawek witaminy D. Wdychaliśmy wiejski tlen. Niedzielny, popołudniowy spacer skąpaną w słońcu polną ścieżką utwierdził mnie w przekonaniu, że życie jest piękne. Mogłabym tak wędrować godzinami, aż padłabym gdzieś ze zmęczenia.
Niestety, mecz piłki nożnej trwa tylko (?) 90 minut, a miałyśmy z K. jeszcze ważną misję do wykonania. Zauważyłam coś, co na moje oko wyglądało jak głóg. Nie byłam jednak pewna i  musiałam skonsultować to ze specjalistą, jakim jest mój tato. Kiedy mms-owo i telefonicznie upewniłam się, że głóg jest głogiem, zabrałyśmy się za szybkie zbiory. Skończyłyśmy na gwizdek sędziego. Tak byłyśmy pochłonięte tym głogiem, że nawet nie zwiedziłyśmy miejscowości, ale mam nadzieję, że kiedyś to nadrobimy. Mecz zakończył się remisem, a nalewka z głogu nabiera mocy:)














2 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia i opis. Ja nie za bardzo przepadam za jesienią ale po tym opisie i zdjęciach powoli zaczynam się z nie bardzo lubianą przeze mnie porą roku kolegować, kto wie jak to się skończy :) Bravo, bravo, bravo Panna Marple :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Joshu, jesień i tak przyjdzie i zrobi swoje, czy nam się to podoba czy nie. Warto więc skupić się na jej plusach. A o tym już wkrótce na tym blogu:)

    OdpowiedzUsuń