piątek, 29 sierpnia 2014

Od urlopu do urlopu


Jak przetrwać wakacje w mieście? I nie zapomnieć, że jest lato? Oto 10 sprawdzonych pomysłów...do wykorzystania w przyszłym roku, chociaż ponoć kalendarzowe lato wciąż trwa. Tak mówią.


1. Jednodniowy wyskok nad nad morze. Zdecydowanym plusem mego miasta jest to, że blisko stąd nad morze. Maksymalnie dwie godzinki. No chyba, że mamy pecha i trafimy na korek.
O plażingu na Wyspie Sobieszewskiej pisałam TU.  O wypadzie do Jantaru- TU.

Wyspa Sobieszewska 2014

Jantar 2013

2. Wizyty na targu i kupowanie świeżych i pachnących latem owoców i warzyw. Oraz zamykanie lata w słoiku.

Rynek na Pieczewie



3. Popołudniowy relaks nad jeziorem. Czego, jak czego, ale jezior Ci u nas dostatek.

Bartążek

Kortowo

Zachód słońca nad Jez. Kortowskim


4. Weekendowe wycieczki w promieniu 100 km od Olsztyna. Jest jeszcze tyle miejsc do zobaczenia!
O jednym z takich wypadów pisałam TU.

Lutry

Jeziorany


Popielno

5. Siłownia pod chmurką. Dla mnie to wynalazek stulecia!

Siłownia na Pieczewie

6. Odkrywanie nowych zakątków miasta. Ciekawe, czym jeszcze zaskoczy mnie Olsztyn?

Kościół franciszkanów

Droga z Zatorza nad Jezioro Długie

Park Centralny

7. I pamiętanie o tych starych...

Na wieży zamkowej

Dziedziniec Zamku Kapituły Warmińskim

W amfiteatrze

8. Balkoning. Przyjemnie jest posiedzieć z lekturą i kawą na balkonie. Rozsiąść się na poduchach... Chyba, że namierzy nas dziecko z milionem zabawek. To znak, że trzeba szukać innego zacisznego azylu:)


9.OLA, czyli Olsztyńskie Lato Artystyczne, np. kino pod gołym niebem.


10. Spotkania na mieście ze starymi i nowymi znajomymi.

Cafe Antykwariat

A Wy jakie macie pomysły na lato w mieście? Na weekendy i zwykłe robocze dni. Tak, by pracować i nie zwariować.

środa, 27 sierpnia 2014

Wakacje Mikołajka


Kiedy pogoda nas nie rozpieszcza, a nadal chcemy czuć letni klimat, warto wybrać się do kina na jakiś film osadzony w wakacyjnej scenerii. My postawiliśmy na "Wakacje Mikołajka".


Mikołajek, jego niesforni koledzy i ich ekscytujące przygody to esencja mego dzieciństwa. Serio, książki o perypetiach chłopca z Francji chłonęłam z wypiekami na twarzy. Z pozycjami takimi jak " Rekreacje Mikołajka", "Wakacje Mikołajka", "Mikołajek i inne chłopaki" czy "Joachim ma kłopoty" konkurować mogą jedynie nieśmiertelne "Dzieci z Bullerbyn". Za co tak pokochałam serię o Mikołajku? Za charakterystycznych bohaterów literackich, jak Ananiasz, Alcest, Kleofas czy Gotfryd, których wykreował Rene Goscinny. Za dynamiczną akcję osadzoną we Francji lat 60- tych. Za barwne i humorystyczne opowiadania. Za wspaniałe ilustracje Jeana- Jacquesa Sempe.
Opowieści o przygodach Mikołajka towarzyszą mi również w dorosłym życiu.
Moja córka na swoją pierwszą Gwiazdkę dostała od dziadków "Nowe przygody Mikołajka", które czytałyśmy do poduszki. I będziemy czytały w nieskończoność. Bo to uwielbiam. Bo nie jest to lektura tylko dla dzieci. Już dawno odkryłam w niej drugie dno.




Ostatnio całą rodziną byliśmy w kinie na "Wakacjach Mikołajka". To była pierwsza wizyta K. w kinie. Podobało jej się. Mąż też nie narzekał. Mnie do pełni szczęścia zabrakło jednego...popcornu z karmelem. Wyszedł. Coś takiego!
"Wakacje Mikołajka" to tak naprawdę film dla dorosłych. Owszem, przewijają w nim się co i rusz dzieci, płatające figle, ale kwintesencją ekranizacji jest, według mnie, relacja między rodzicami Mikołajka. Aktorka, grająca mamę chłopca, była fenomenalna, a dubbingująca ją Agata Kulesza wypadła rewelacyjnie. Kilka razy parsknęłam śmiechem.


A jakby tego było mało, następnego dnia po wizycie w kinie, w telewizji też leciał "Mikołajek".
A Wy, Moi Drodzy Czytelnicy znacie Mikołajka?

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Sen o Warszawie



Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt, już dziś wyruszaj ze mną tam. Zobaczysz jak, przywita pięknie nas warszawski dzień.


Czy chciałabym mieszkać w stolicy? Oto jest pytanie! I tak, i nie. Z jednej strony, mając wszystko pod ręką czułabym się jak ryba w wodzie. Nie usiedziałabym w miejscu. Tylko jak długo wytrzymałabym w takim pędzie? Czy zachłysnąwszy się Warszawą, nie miałabym jej po jakimś czasie dość? Tego hałasu, zgiełku, pośpiechu, dzikiego tłumu. Prawda jest taka, że naszemu prowincjonalnemu (co nie znaczy, że gorszemu) Olsztynowi daleko do warszawskiego klimatu. Do szeroko pojętej kultury. Do warszawskich teatrów, muzeów, wydarzeń artystycznych i medialnych. Ale czy jest sens porywać się z motyką na słońce, by prędzej czy później nastąpiło zmęczenie i wypalenie? Sen o Warszawie mogę realizować przecież w inny sposób. Mieszkając w Krainie Tysiąca Jezior, na tym tym moim spokojnym zaścianku. Żyjąc niespiesznie na warmińskiej ziemi, a z dobrodziejstw stolicy korzystając z doskoku. Z Olsztyna do Warszawy jest przecież tylko jakieś trzy godziny jazdy. Koniecznie muszę bywać tam częściej.
Ostatnio, przy okazji naszej wizyty w warszawskim zoo, popałętaliśmy się trochę głównymi arteriami miasta. Sprawdziliśmy, co słychać na Nowym Świecie i na Krakowskim Przedmieściu. Widzieliśmy latające nad Warszawą F-16 (trafiliśmy na obchody Święta Wojska Polskiego) oraz musztrę pod Pałacem Prezydenckim. Zaliczyliśmy PKiN oraz Stadion Narodowy.
Tak, uwielbiam tu przyjeżdżać.
Za każdym razem odkrywam tu nowe niesamowite rzeczy.



















A tak było w zeszłym roku:
Wybraliśmy się do stolicy w jeden z dni długiego czerwcowego weekendu, kiedy warszawiacy powyjeżdżali poobcować z przyrodą. Miasto było puste, zdawałoby się wyludnione. Złapał nas lekki deszcz, ale nie przeszkodziło nam to w delektowaniu się specyficznym stolicznym klimatem.
Podziwialiśmy rozległą wielkomiejską panoramę z trzydziestego trzeciego piętra Pałacu Kultury i Nauki, spacerowaliśmy po Ogrodzie Saskim. Byliśmy świadkami zmiany warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Chłonęliśmy klimat Łazienek.
Jednodniowe wycieczki do Warszawy są naprawdę kapitalne. Niezależnie od pogody, można tu atrakcyjnie spędzić czas.