niedziela, 13 lipca 2014

Moje 10 minut- tydzień drugi




Drugi tydzień projektu "Moje 10 minut" przyniósł mi siedem nowych doświadczeń. Niektóre z nich były takie sobie, lecz przy całej reszcie bawiłam się przednio.


Jak już pisałam w poście Moje 10 minut- tydzień pierwszy (KLIK), inspirację do odkrywania swoich możliwości zaczerpnęłam z książki "Przez 10 minut". Jej autorka, a zarazem główna bohaterka po przejściach, otrzymuje nietypowe zalecenie od swojej terapeutki. Musi przez trzydzieści dni grać w pewną grę. 

" - A może zagrałaby pani w pewną grę?
  - ...
  - W ciągu jednego miesiąca, zaczynając od zaraz, proszę przez dziesięć minut dziennie robić coś, czego pani nigdy nie robiła.
  - To znaczy co?
  - Cokolwiek (...) Coś nowego.
  - Jeden miesiąc.
  - Tak.
  - Przez dziesięć minut.
  - Przez dziesięć minut.
  -  Ale... Jest pani pewna, że to zadziała?
  - To zależy od pani. Gry są dla osób poważnych. Jeśli się pani zdecyduje, nie może pani opuścić ani jednego dnia.
  - A potem?
  - Co potem?
  - Co się wygrywa na koniec? Będę miała z powrotem moje życie?
  - Porozmawiamy o tym za miesiąc."

I tak sympatyczna Włoszka o imieniu Chiara uczy się prowadzić samochód, wyszywa haftem krzyżykowym, idzie tyłem po ulicy, robi pankejki i mnóstwo innych rzeczy.

Dziesięć minut jest oczywiście czasem umownym. Dana czynność ma trwać minimum tyle, ale jeśli mamy ochotę robić coś dłużej, nie ma żadnych przeszkód.

Oto drugi tydzień "gry w 10 minut" w moim wydaniu:

7 lipca, poniedziałek
Siedziałam sama na ławce nad stawem i popijałam kwas chlebowy. Próbowałam się wyciszyć. Średniej jakości doświadczenie, ale tego dnia to były wyżyny mojej kreatywności.




8 lipca, wtorek
Grałam z własnym mężem w karty nad jeziorem. Przednia zabawa, zwłaszcza kiedy próbowałam kantować i C. mnie na tym przyłapywał.


9 lipca, środa
Jechałam do pracy z zamkniętymi oczami. Hardkor:) Fotki, z wiadomych przyczyn, nie ma.


10 lipca, czwartek
Wypróbowałam nowy przepis. Przyrządziłam risotto z porem i papryką według wskazówek mojej koleżanki z pracy. Efekt zadowolił mnie i męża.



11 lipca, piątek
Zrobiłam sobie po raz pierwszy peeling enzymatyczny. Szału nie było, ale zawsze to nowe doświadczenie.


12 lipca, sobota
Fotografowałam kwiaty w deszczu. Baaardzo przyjemne i wciągające zajęcie.






13 lipca, niedziela
Ćwiczyłam z Mel B.



2 komentarze:

  1. Zaciekawiłaś mnie tym 10minut :)
    chyba i mi się takie coś przyda :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna zabawa. Zmusza do bycia kreatywną.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń