czwartek, 5 czerwca 2014

Gietrzwałd


W ostatnią sobotę maja mój małżonek miał gest i zabrał nas na mecz na wyjeździe, a mianowicie do Gietrzwałdu.


Na hasło "wyjazd" spakowałam naprędce kosz piknikowy, chwyciłam w pośpiechu aparat i trzykrotnie zadałam pytanie, czy w bagażniku oby na pewno jest koc. Miałam misternie utkany plan. Plan spędzenia z córką trzech godzin na łonie natury, podczas gdy mój niewyżyty sportowiec będzie biegał za piłką.
Kiedy dojechaliśmy do Gietrzwałdu, plan mój został  nieco pokrzyżowany przez K., która postanowiła uciąć sobie popołudniową drzemkę w samochodzie, ale dałam radę. Poczytałam sobie w tym czasie gazetę, w której znalazłam przepis na cienkie ciasto do pizzy, dowiedziałam się kiedy opłaca się wybrać ZUS, a kiedy OFE, i jak zrobić idealny manicure. Chrząkałam przy tym znacząco, by dać dziecku znać, że szkoda dnia i ... czas na piknik!
Znalazłyśmy ustronne miejsce nieopodal boiska, gdzie rozłożyłyśmy nasz koc i oddawałyśmy się przyjemności piknikowania. Jako pierwszy na warsztat poszedł arbuz.




Pohasałyśmy też trochę na pobliskiej łące, po czym wybrałyśmy się na wędrówkę po Gietrzwałdzie. Trzeba przyznać, że widoki były niczego sobie. Pasące się na łące krowy, pagórki, siano i dużo przestrzeni. Krajobraz uzupełniały Sanktuarium Maryjne oraz liczne kapliczki na słynnej gietrzwałdzkiej drodze krzyżowej. Zrobiłyśmy z K. naprawdę niezły spacer.





















Jak zwykle przegapiłyśmy gola, ale cóż poradzę na to, że zwiedzanie okolicy jest dla mnie bardziej interesujące niż mecz?  Z dziewięćdziesięciu minut gry oglądam zazwyczaj jakieś dziesięć, ale i tak będę się upierała, że jeżdżę na mecze, by kibicować mężowi. A do Gietrzwałdu warto zawitać.

2 komentarze:

  1. Super macie te wyjazdy! Fajne zdjęcia, widoki i pogoda. W Gietrzwałdzie byłam kilka razy, ale dość dawno, jak będę miała okazję, z przyjemnością się wybiorę :) Pozdrówka! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne okolice widzę :-)

    OdpowiedzUsuń