poniedziałek, 30 czerwca 2014

Czeski film



Być w Kudowie- Zdroju i nie zajrzeć do Czech to grzech śmiertelny, zatem postanowiliśmy sprawdzić, co słychać u naszych południowych sąsiadów. Wpadliśmy z kurtuazyjną wizytą do miasteczka Nachod.


Jak się okazało, oboje z C. mamy poważne braki w tematyce Unii Europejskiej. Byliśmy przekonani, że Czechy już od dawna posługują się euro. Jakież było nasze zdziwienie, kiedy sprzedawczyni w sklepie sportowym odmówiła nam przyjęcia zapłaty w tej walucie. Cóż, po raz kolejny przekonaliśmy się, że podróże kształcą. Nawet nie mogliśmy skosztować czeskiej zmarzliny* na starówce, bo nie mieliśmy przy sobie ani jednej korony czeskiej, a żadnego kantoru jakoś nie było w pobliżu. 
Konsumpcjonizm zatem odłożyliśmy na później i oddaliśmy się przyjemności zwiedzania tego przygranicznego (bo oddalonego zaledwie 5 km od Kudowy) miasta. 
Nachod może poszczycić się urokliwym Starym Miastem z zamkiem na wzgórzu, gotyckim kościołem św. Wawrzyńca, secesyjnym teatrem i pięknymi kamienicami. Rzeka Metuja i jej nabrzeże to doskonałe miejsce na romantyczne spacery. Szkoda, że mogliśmy tam spędzić tylko kilka godzin, ale musieliśmy powoli wracać, bo gdzieś na Górnym Śląsku zostawiliśmy nasze dziecko z babcią i musieliśmy ich zgarnąć w drodze powrotnej do domu. 
Tuż przy granicy zdobyliśmy trochę koron czeskich i mogliśmy się oddać zakupowemu szaleństwu. Zaopatrzyliśmy się w piwo dla rodziny (gdyby polskie piwo smakowało tak, jak czeskie, może i bym została piwoszką, a tak, to nadal pozostanę prawie-abstynentką).
Kupiliśmy naszej córce grę z Krecikiem.
Ale i tak nic nie przebije mojego zakupu. Stałam się posiadaczką błękitnej bluzki z chipem (takim zabezpieczeniem przed kradzieżą).  Ekspedientka powitała nas miłym dobry den, rzetelnie obsłużyła, ale o zdjęciu kawałku plastiku z magnesem już zapomniała. Bramki w sklepie też nie upomniały się o swoje. Cóż, będę miała bluzkę z dodatkiem. Taki nowy trend.





















*zmarzlina- lody

2 komentarze:

  1. Czechy, Czechy zawsze będą mi się kojarzyć z dzieciństwem. Kinem "Kobieta za ladą", Szpital na peryferiach" no i oczywiście "Rumcajs" i "Krecik". Widać że miasto Nachod ma swój niepowtarzalny klimat. Tylko pozazdrościć Wam turyści mili :) Nic mi nie pozostało więcej dodać : Bravo, bravo , bravo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Kobietę za ladą" pamiętam przez mgłę, ale pamiętam.
    Dziękuję za nieśmiertelne "bravo".

    OdpowiedzUsuń