wtorek, 6 maja 2014

Wyjątkowo zimny maj


Teraz, dla odmiany, trochę ponarzekam. Na pogodę. No bo jak to? Maj w pełni, kwitną bzy, a zimno jak diabli.


Odkąd sięgam pamięcią, zawsze byłam wielkim zmarzlakiem. Dla przykładu, tej zimy chodziłam w dwóch kurtkach, co wzbudzało uśmiech politowania na twarzach znajomych. Ale jak to kiedyś powiedziała babcia mojej koleżanki: Lepiej jak jest za gorąco, niż za zimno. Mnie rzadko jest za gorąco (chyba, że są upały). Cóż poradzę na to, że jestem ciepłolubna?
Chciałabym bardzo pochodzić w t-shircie, bokserce czy jakiejś zwiewnej bluzce, a tymczasem muszę wkładać zimowy sweter (właśnie teraz, kiedy piszę tego posta, siedzę w grubym kardiganie i mam dreszcze).
Chciałabym ponarzekać na upał, a muszę narzekać na chłód.
Z ciekawości przejrzałam zdjęcia z wcześniejszych lat, z pierwszej połowy maja. Było tak:

maj 2013
maj 2012
maj 2011

maj 2010

maj 2009

maj 2008

maj 2007

Sama sobie zazdroszczę tego, że mogłam czuć promienie słońca bezpośrednio na mojej skórze. W związku z bardzo dużym niedoborem witaminy D3 powinnam jak najczęściej eksponować swoje ciało na życiodajne słońce. Niestety, nie mam za bardzo jak. Bo w tym roku, jak widać na załączonym obrazku, nie rozstaję się z kurtką.


A rano, kiedy termometr wskazuje zero stopni, mam ochotę włożyć też czapkę. Ale czapka w maju to chyba obciach?
I jeszcze chciałam dodać, że uwielbiam kwitnący rzepak. Już od samego patrzenia na niego robi mi się ciepło.

2 komentarze:

  1. Jak Ty to robisz, że nic się nie zmieniasz? Tylko po dzieciątku widać u Ciebie, że czas płynie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Ci za komplement.
    W moim wieku na wygląd trzeba sobie zapracować:) Hahaha:)

    OdpowiedzUsuń