sobota, 3 maja 2014

Pierwszomajowo


Wbrew nienajweselszym prognozom pogody dzisiejszy poranek powitał nas słońcem i kwitnącymi na trawnikach mleczami. Postanowiliśmy nie tracić dnia i wyszliśmy z domu.


Zaraz po kawie, telewizji śniadaniowej i przeglądzie Internetu wskoczyłam w dres, chwyciłam aparat i poszliśmy zażyć kąpieli słonecznej. Zanieśliśmy trochę suchego prowiantu kaczkom, gołębiom, wróblom i wronom. Przespacerowaliśmy się po okolicy. Lubię pustki na mieście. Spokój, kwitnące drzewa i powiewające biało-czerwone flagi. No i zaliczyłam jogging. To dla mnie nowe doświadczenie, bo zazwyczaj biegam późnym popołudniem lub wieczorem. W tym czasie K. z tatą spędzali czas na placu zabaw.









Jako że 1 maja jest świętem pracy, trzeba było jakoś ogarnąć gospodarstwo domowe. Zrobiłam więc pranie i ugotowałam esencjonalny rosół.

                            

Podczas gdy rosół sobie bulgotał na gazie, mąż wyjechał na mecz, a dziecko zajęte było oglądaniem bajek, ja poczytałam sobie książkę i poćwiczyłam z Ewą Chodakowską. W międzyczasie popadał deszcz, a kiedy przestał, znowu wyszliśmy na dwór. Nadrobiłam zaległą prasę kobiecą, C. pogrzebał przy samochodzie, a K. chodziła po drabinkach na placu zabaw.



A wieczorem spakowałam nas na jutrzejszy wyjazd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz