czwartek, 29 maja 2014

W krainie Galindów


Mazury chyba nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać. Oto kolejny obiekt warty zobaczenia: położona w pobliżu Mikołajek Galindia- osada dawnego plemienia Galindów.



Zaraz po zwiedzeniu Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie udaliśmy się w kierunku miejscowości Iznota, skąd leśna droga poprowadziła nas do krainy Galindów, wykreowanej przez pewne małżeństwo z fantazją.
Ten ośrodek wypoczynkowy niedaleko ujścia rzeki Krutyni to znakomite miejsce dla mieszczuchów. Można tu odsapnąć po całym tygodniu siedzenia za biurkiem. Zrelaksować się w cieniu drzew, wrzucić na luz. My byliśmy zadowoleni.
W budynku pensjonatu obejrzeliśmy krótki film o zwyczajach tego prehistorycznego plemienia, a następnie zwiedziliśmy okazałą grotę.
Potem podziwialiśmy niezliczone drewniane rzeźby na dworze. Obiekt Galindia jest usytuowany nad Jeziorem Bełdany, więc widoki były podwójnie piękne.
Więcej informacji na temat obiektu można znaleźć TU.


























Ceny obiadu w Galindii trochę nas odstraszyły, więc zajechaliśmy na kebeba do Mrągowa. Mrągowo, jak zwykle, klimatyczne, ale najlepszy kebab jest jednak na moim osiedlu.



środa, 28 maja 2014

Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie


W upalną sobotę postanowiliśmy opuścić miejskie mury i poobcować trochę z mazurską przyrodą. W tym celu udaliśmy się do Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie.


Na pomysł wyjazdu do Kadzidłowa wpadł (oficjalnie) mój mąż, chociaż ja też miałam taki wpis w swoim ZESZYCIE INSPIRACJI. Dziecko chciało do zoo, więc tatuś szybko sprawdził możliwości w sieci i padło na położone gdzieś między Mikołajkami a Rucianem- Nidą Kadzidłowo. Co prawda, zoo to to nie jest, ale to może nawet i lepiej.
W każdym razie w sobotnie południe, kiedy słońce było w zenicie, my przechadzaliśmy się po rozległym terenie Parku Dzikich Zwierząt.
Najfajniejsze było to, że niektóre gatunki, jak np. jelenie, sarny, kozy czy osły chodziły sobie swobodnie, można więc było do nich podejść, pogłaskać je, co dla dziecka jest naprawdę dużą frajdą.
Park zwiedzaliśmy z panią przewodnik, która opowiadała nam o powstaniu tego miejsca, o zwyczajach zwierząt, o zagrożonych gatunkach. Mogliśmy poobserwować unikatowe ptaki, jak np. orzeł bielik czy bocian czarny. Widzieliśmy rysia, łosia, wilki, żbika. Dacie wiarę, że pierwszy raz w życiu widziałam żbika na żywo? Jest całkiem podobny do mego kota.


























Gdy boli głowa

 

Są takie dni, kiedy mimo najszczerszych chęci człowiek opada z sił. Ostatnio przekonałam się, że czasami warto zrobić coś wbrew sobie i spróbować wyjść poza własne schematy, powiedzieć zdecydowane NIE złemu samopoczuciu i fałszywym podszeptom.


Miałam niedawno taki piątek, że ból rozsadzał mi pełną pomysłów głowę. Cieszyłam się jak dziecko weekendem, który właśnie nadszedł, słońcem, pogodą, a wszystko wskazywało na to, że nie podołam fizycznie. Kiedy trzeci już apap nie pomagał, miałam wybór: zażyć coś mocniejszego i przeleżeć do wieczora w zaciemnionym pokoju lub spróbować w jakiś sposób odwrócić uwagę od bólu. Z pomocą przyszła mi moja córka, która zaproponowała: Mamo, pojedźmy na wycieczkę! 
Dziecko, co Ty gadasz? Na jaką wycieczkę?- szeptała moja podświadomość- Nie mam sił, mam wyjść na ten upał? Po chwili refleksji pomyślałam, że spróbuję się przełamać. Wyjdę na dwór, chociażby tylko pod blok, co mi szkodzi? Może poczuję się lepiej?
Nasze wyjście nie skończyło się jednak pod blokiem. Zrobiłyśmy sobie dłuuugi spacer, podczas którego K. ni stąd, ni zowąd zaskoczyła mnie piosenką:
Ja i moja mama,
Para z nas dobrana,
Razem się trzymamy 
I bardzo kochamy.
Po takich słowach musiałam się ogarnąć.
Wskoczyłyśmy do pierwszego nadjeżdżającego autobusu, by kontynuować naszą wycieczkę po Olsztynie. Wysiadłyśmy pod Aquasferą, gdzie wchodzenie do kulistych metalowych konstrukcji okazało się megafrajdą.
W parku im. Kusocińskiego już zupełnie zapomniałam, co to ból głowy. Stare drzewa, równo przystrzyżone trawniki i śpiew ptaków to było to, czego mi było trzeba.
Zatrzymałyśmy się również przy Teatrze Lalek, skąd moja córka ma miłe wspomnienia (KLIK). Pokazałam jej też dawny budynek mojej uczelni, na której robiłam studia podyplomowe. 
Naszą wyprawę zakończyłyśmy przy fontannach na Placu Solidarności.

Dziecięca energia nie zna granic

Razem się trzymamy...

Zdjęcie autorstwa mojej nadwornej fotografki

Czasem do szczęścia wystarczy tak niewiele

Prawdziwy fun!

Nasze piątkowe popołudnie


Aquasfera, Olsztyn

Park im. Kusocińskiego w Olsztynie

Kontakt  z przyrodą

Chwila wyciszenia

Pierwsza góra zdobyta

W parku o zachodzie słońca

Pod Teatrem Lalek

Moja dawna uczelnia

Plac Solidarności
Ten dzień był dla mnie kolejnym dowodem na to, że nie ma rzeczy niemożliwych (KLIK), że warto czasami wyjść ze swojej strefy komfortu i chwytać każdą chwilę. A chwile z własnym dzieckiem, połączone z odkrywaniem nowych miejsc są naprawdę bezcenne. Zwłaszcza, gdy dziecko potrafi zarazić swoją energią i ciekawością świata.