piątek, 18 kwietnia 2014

Zakopane odkopane


"Jadąc do Zakopca, pamiętajmy, że nie ma tu nic na pół. Jak jest pięknie, to dech zapiera, a łzy stają w oczach. Jak sypnie śniegiem- brniesz przez zaspy (..) Jak wieje- łeb urywa, a kiedy grzeje- marzysz tylko o tym, by zanurzyć się w zimnym potoku. Wynika z tego jasno, że nie jest to miejsce dla mięczaków. Dlatego nasza teoria jest taka, że od dwustu lat z okładem ciągną tu ludzie lubiący czuć, że żyją. Podobno także wariaci, ale my uważamy, że to dyskusyjne (...)"



Zainspirowana ksiażką "Zakopane odkopane" Pauliny Młynarskiej i Beaty Sabały-Zielińskiej  i ja postanowiłam odkopać swoje wspomnienia sprzed lat o pobycie w tym miasteczku.


Było to w lipcu 2009. Wspólnie z moimi rodzicami postanowiliśmy pojechać do stolicy Tatr. Pamiętam jak siedziałam z mamą na tylnym siedzeniu i zajadałyśmy różne smakołyki, w które zaopatrzyłam się przed wyjazdem. Były tam między innymi suszone banany i batoniki. Cała reklamówka przekąsek (wtedy jeszcze nie byłam ekspertką od zdrowego odżywiania). Pamiętam nasz postój na kawę za Radomiem i mijany zamek w Chęcinach. Pamiętam to uczucie na Zakopiance, kiedy na horyzoncie ujrzałam moje ukochane góry. Zapewne powiedziałam wtedy coś w rodzaju: Yes, yes, yes! Zakopane jest moje!
Jako, że wciąż jeszcze trwała małyszomania, męska część naszej ekipy postanowiła od razu podjechać pod samą skocznię. Spotkałam tam nawet koleżankę ze studiów. Jak to mówią, góra z góra się nie zejdzie...
Przekąsiliśmy sobie po szaszłyku i zaczęliśmy się rozglądać za noclegiem.

Pierwszy punkt wycieczki

Popołudniowy spacer

Zmęczona, ale szczęśliwa

W końcu, po długich poszukiwaniach udało nam się ulokować w willi Kamil pod Nosalem.
Czy może być coś wspanialszego niż taki widok po przebudzeniu?

Widok z okna naszego pokoju

Lub takie widoki do śniadania?


Widok z jadalni na dole

Po śniadaniu, jak przystało na prawdziwych ceprów, wybraliśmy się na Krupówki (zaopatrzyliśmy się tam w minioscypki) i wjechaliśmy kolejką na Gubałówkę. Teraz żałuję, że nie mieliśmy większych ambicji i odpowiedniego obuwia, ale cóż, nie było źle.

My pod Nosalem

Ceperka na Gubałówce


Pierwszy wspólny wyjazd w góry

Gubałówka jak Gubałówka. Piękna pogoda, ładna panorama, liczne stoiska z pamiątkami. Jako że oboje z C. jesteśmy zodiakalnymi niepokornymi Baranami, kupiłam czarną owieczkę, która do dziś stoi na półce w salonie. Powysyłaliśmy pocztówki rodzinie, zjedliśmy gofra i zeszliśmy na dół.


Mama wypoczywa

Myślę nad czymś intensywnie


Równia pochyła

Przycupnęłam pod smrekiem

W drodze z Gubałówki

Przysiadłam sobie 


Rozwiązanie dla leniwców

Widok cieszący oko

Kolejka, którą wjeżdżaliśmy na Gubałówkę

I znowu na dole

Drugą część dnia zorganizowali nam nasi panowie, którzy poczuli niedosyt wrażeń skoczniowych i chcieli poczuć to, co czuł Adam Małysz siedząc na Wielkiej Krokwi. Udaliśmy się tam spacerkiem kontemplując po drodze góralską architekturę.





Podczas, gdy ja z mamą błąkałyśmy się pod krokwią, C. z moim tatą wjechali na górę. Oto co zarejestrowały ich aparaty:









W drodze powrotnej udało mi się uchwycić wschodzący księżyc w nowiu nad Giewontem.




A już następnego dnia rano jechaliśmy sprawdzić co słychać u naszych południowych sąsiadów.


W drodze na Łysą Polanę


Słowackie Tatry nas nie zawiodły. Dala takich imponujących landszaftów warto żyć.






Zahaczyliśmy o Poprad. Zrobiliśmy zakupy w słowackim Tesco. Mijaliśmy po drodze okazały zamek Spiski Hrad, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Zatrzymaliśmy się w Presov i przez Rzeszowczyznę udaliśmy się w drogę powrotną do rodzinnego domu.




Mimo, że byłam w górach kilka razy, wciąż czuję niedosyt. Dlatego sięgam do książek o tej tematyce, szperam w sieci, oglądam filmiki o zdobywaniu szczytów. Lato tuż tuż... Czy będzie mi dane w tym roku znaleźć się choć przez chwilę w górskiej scenerii?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz