niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozpoczęcie sezonu


Odkąd pamiętam, wraz z rozpoczęciem wiosny, jakoś tak w okolicach kwietnia, mój mąż zaczyna sezon piłkarski. Nie jest, niestety, zawodnikiem Realu Madryt, ani innej FC Barcelony, za to z wielkim zaangażowaniem wspiera na pozycji prawego pomocnika niejaki LKS Różnowo.


Z pasją mego sportowca nieodłącznie wiążą się soboty lub niedziele spędzane w plenerze, kiedy to pakujemy się całą rodzinką do samochodu i jedziemy na MECZ. I tak nieustannie, od kwietnia do listopada (z wakacyjną przerwą) zwiedzamy co tydzień okoliczne miejscowości. Nasza córka miała zaledwie miesiąc, kiedy pojechała w nosidełku kibicować tacie. Takie wspólne wyjazdy to dla nas znakomite rozwiązanie: spędzamy razem czas, C. oddaje się swojej pasji, my z K. zwiedzamy ciekawe zakątki, przebywamy na świeżym powietrzu i pstrykamy fotki.
W aktualnym klubie mój mąż gra dopiero niecały rok, wcześniej grał w innych drużynach: w okręgowym LZS Narewka (jeszcze w rodzinnych stronach),  w klasie B w TYTANIE Łankiejmy, i w A-klasowym STRAŻAKU Gryźliny. Każda z lig obejmowała inne miejscowości, najeździłam się więc, nakibicowałam i nazwiedzałam za wszystkie czasy. Czy mam dość? Chyba nie...








Wczoraj byliśmy na pierwszym takim tegorocznym wyjeździe. W oddalonych 90 km od Olsztyna Wojciechach. Rozgrzewkę i pierwszą część meczu spędziłyśmy z K. w samochodzie, bo zastał nas drobny kapuśniaczek. Nie marnowałyśmy czasu, nagrywałyśmy telefonem nasze popisy wokalne, ja poczytałam czasopismo, a K. udawała, że jest kierowcą. Kiedy przestało padać udałyśmy się na spacer po okolicy. Fajnie było pooddychać sielskim powietrzem, pozaglądać do przydomowych ogródków, podziwiać kwitnące forsycje (to ostatnio ulubiony wiosenny motyw mojej latorośli) i żonkile, pooglądać wielkanocne zające ze słomy, którymi mieszkańcy Wojciechów ozdobili przed świętami swą wieś. Był tylko jeden minus- przegapiłyśmy gola, którego strzelił C.










Cieszę się, że w końcu nadeszła długo oczekiwana cieplejsza połowa roku. Cieszę się, że wreszcie doszło do naszego spotkania z wiosną (o czym pisałam też TU). Sezon uważam zatem za otwarty.

3 komentarze:

  1. Ale fajnie spędzacie czas :) Tylko pozazdrościć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiadomo, wolałabym zwiedzać miejsca z mojej długiej listy "to go", ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma:)

    OdpowiedzUsuń