poniedziałek, 24 marca 2014

Pewnej niedzieli na Mazurach

Pewnej lipcowej niedzieli opuściliśmy dom bez śniadania. Dlaczego? Bo od jakiegoś czasu miałam w planach zjedzenie śniadania nad jeziorem. Ba! Miałam nawet upatrzone miejsce.


Zapakowaliśmy więc prowiant, kawę, nawet filiżanki i wskoczyliśmy na krajową "szesnastkę". Gdzieś między Barczewem a Biskupcem, nad Jeziorem Dobrąg, zatrzymaliśmy się na piknik w porannym słońcu.
Cudowne uczucie!





Najedzeni udaliśmy się do sennego jeszcze Mrągowa, pospacerowaliśmy jego uliczkami, przeszliśmy się brzegiem jeziora Czos.











Naszym kolejnym punktem dnia były Mikołajki. Zatłoczone, jak to w sezonie, ale urocze.







Z Mikołajek udaliśmy się do Rynu, ale dziecko nam zasnęło w aucie, więc nie poszaleliśmy za bardzo.




Naszą niedzielę zakończyliśmy spacerem po łące nieopodal miejscowości Lutry.



8 komentarzy:

  1. No to ładną mieliście przejażdżkę :)
    Mrągowo uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, chociaż byłam tam tylko raz. Na pewno jeszcze tam zawitam.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Świetny wyjazd :) W Rynie nigdy nie byłam, a prezentuje się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że ja byłam tam tylko przez chwilę...

      Usuń
  3. a mi najbardziej podoba się piknik :) marzę o takim

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, by udało Ci się zrealizować to marzenie w tym roku.

      Usuń
  4. Panna Marple potrafi zawsze wprowadzić nas w piękną scenerię mazursko - warmińskiej przyrody i pięknych miejsc a poza tym ten klimat śniadania na łonie natury, cuuuudowne :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Joshu, dziękuję za tak miły komplement. Polecam się na przyszłość.

      Usuń