czwartek, 20 marca 2014

Nadmorskie wspomnienia- Władysławowo


Nasze wypady nad morze nie są długie. Ze względu na dogodny dojazd, zazwyczaj maksymalnie dwudniowe. Nie ma potrzeby brania urlopu. Weekend nad Bałtykiem nam w zupełności wystarcza, by naładować akumulatory na kolejny tydzień.


W ostatnie wakacje postanowiliśmy wyskoczyć z rodzinką, która nas odwiedziła, do Władysławowa. W planach miałam, co prawda, Hel, ale w sobotni poranek korek na Mierzei Helskiej był gigantyczny, więc sobie odpuściliśmy. Może w tym roku się uda.
Zakwaterowaliśmy się w całkiem przyzwoitych pokojach na ul. Unruga. Do plaży mieliśmy jakiś kwadrans.
Pogoda dopisała, choć wiatr dawał się we znaki, a i temperatura wody skutecznie odstraszała.
Zaryzykowałam, i, mimo, że byłam przeziębiona, weszłam do lodowatego morza. Nie po to jechałam tyle kilometrów, by nawet nie zażyć morskiej kąpieli.
We Władysławowie najbardziej urzekło mnie kamieniste wybrzeże. Jedenastoletnia chrześniaczka mego męża zrobiła nam tam całkiem romantyczną sesję zdjęciową.
Jeżeli natomiast chodzi o miasteczko, pamiętam tylko tłumy turystów i kramy z chińszczyzną.













Być nad morzem i nie skosztować świeżej ryby to grzech. Zamówiliśmy zatem flądrę w ponoć najlepszej smażalni w mieście:)




Następnego dnia rano, podczas gdy nasza K. jeszcze spała, wymknęliśmy się na plażę. Mijaliśmy budzące się ze snu uliczki Władysławowa. Szliśmy Aleją Gwiazd Sportu.










Kiedy wróciliśmy ze świeżymi bułeczkami, czekał na nas taki słodki widok:


 Po śniadaniu zjedzonym na balkonie wybraliśmy się jeszcze na spacer dnem oceanu, czyli do Ocean Parku we Władysławowie. Czy polecam to miejsce? Cóż, grunt, że dziecku się podobało:)










Potem już tylko wskoczyliśmy na "siódemkę" i pomknęliśmy w drogę powrotną, by jeszcze tego samego dnia, późnym popołudniem pojeździć rowerem wodnym po naszym Jeziorze Krzywym.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz