wtorek, 11 marca 2014

Kielarskie raz jeszcze


Nie wiem, co nasza nowo odkryta miejscówka w sobie ma, ale ciągnie nas do niej jak wilka do lasu.


W ostatnią sobotę zabraliśmy tam ze sobą rodziców. W południe było tam już trochę ludzi, jakaś rodzina z dziećmi przymierzała się do grillowania, ktoś rozpalał ognisko, starsze małżeństwo rozsiadło się na krzesłach turystycznych i chwytało promienie słońca.
Obowiązkowo zaliczyliśmy drewnianą wieżę widokową. Dowiedziałam się, że tuż przy brzegu jeziora rosną krzaki głogu (tato mnie uświadomił), więc będę wiedziała, gdzie się udać jesienią na zbiory. Mój C. wspiął się po jemiołę, którą zabraliśmy do domu i mieliśmy się pod nią rzekomo całować (ale chyba zapomniał). Weszliśmy pod górkę, by zobaczyć stary rodzinny grobowiec. Pochodziliśmy po lesie. Posłuchaliśmy szumu Źródeł Kielarskich. To był naprawdę udany wiosenny spacer.
















 Jedyne, co mnie wkurzyło, to śmieci w lesie. W głowie mi się nie mieści, jak można zostawić pod drzewem szklaną butelkę czy wyrzucić foliowe opakowanie? To powinno być karalne! Idzie sobie człowiek leśną ścieżką, rozkoszuje się śpiewem ptaków, a tu nagle natyka się na powiewającą na drzewie reklamówkę i czar pryska.
No ludzie! Trochę kultury i wyobraźni! W ogóle, czy to las czy centrum miasta, nie mam ani grama tolerancji dla śmieciarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz