czwartek, 6 marca 2014

Biegam!


Moje zimowe lenistwo zostało pokonane. Znów biegam. W końcu wiosna tuż tuż i to najlepszy moment na ogarnięcie się po zimowym marazmie ruchowym.


Zaczęłam od 1 marca. W sobotni wieczór stwierdziłam, że czas zacząć, zwłaszcza, że tego dnia na obiad pozwoliłam sobie na dużą pizzę (z małżami i krewetkami, z Tino, moja ulubiona). Wyciągnęłam z szafy sportowe obuwie, włożyłam legginsy, lekką kurteczkę, czapkę (bo jeszcze jest zimno, zwłaszcza wieczorem) i pobiegłam.
Biegam już sześć dni. Za chwilę zaliczę siódmy. Czasem jest to klasyczny jogging, czasem marszobieg, chociaż skłaniam się ku nieprzerwanemu biegowi. Moja kondycja po kilku miesiącach zastoju nie była najlepsza. Pierwszego dnia byłam w stanie przebiec non stop, bez odpoczynku zaledwie 10 minut. Potem przez minutę maszerowałam i znowu 4 minuty biegu. Łącznie kwadrans. No, ale od czegoś trzeba zacząć. Wsłuchuję się w swój organizm i wiem, na ile mogę sobie pozwolić. Następnego dnia biegłam non stop 19 minut, potem minuta marszu i do domu. Czyli 20 minut. Jest progres:)
I tak każdego dnia staram się wydłużyć swój czas chociaż o minutę. W zeszłym roku doszłam do 30-35 minut ciągłego codziennego biegu. Nieważne, czy padało, czy był upał- wkładałam swój biegowy strój i wychodziłam z domu. Starałam się każdego wieczoru wygospodarować sobie te pół godziny.
Czułam się świetnie, lekko, fit! Może 30 minut to nie jest zbyt dużo, ale zawsze coś. Dla mnie to jest optymalny czas.
Gdzie biegam? Gdzie oczy poniosą, ale mam już raczej swoją stałą trasę, którą sobie czasami urozmaicam. Mam jedną zasadę: z dala od ruchliwych ulic, najlepiej w ogóle z dala od ulic, by nasze płuca nie wdychały spalin.
Polecam każdemu bieg lub marszobieg. To ten rodzaj sportu, który nic nie kosztuje, można go uprawiać praktycznie wszędzie i o każdej porze. Dodaje energii, poprawia humor, wpływa korzystnie na nasze zdrowie i urodę. Totalnie odpręża, wzmacnia psychicznie i fizycznie.
 A ile rzeczy sobie przemyślałam, na ile genialnych pomysłów wpadłam podczas joggingu, to już swoją drogą...

4 komentarze:

  1. Wow, podziwiam Cię Aniu, tak trzymaj! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że wytrzymam:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. :) któregoś razu wybiorę się tą trasą podczas Twoich biegów :) będę robiła za publicznośc - i w biegu podam Ci bidon z wodą :) :)
    Ciekawe co za genialne pomysły przychodzą Ci do głowy ? Musisz je kiedyś napisać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam:) A na pomysł ostatnio wpadłam taki, by pojechać rowerem na Żeromskiego. Niestety, brak pompki pokrzyżował mój genialny plan.

    OdpowiedzUsuń