piątek, 21 lutego 2014

Nasza trzydniówka w górach



Witajcie, kochane góry,

O, witaj droga ma rzeko!

I oto znów jestem z wami,

A byłem tak daleko!


           Jan Kasprowicz, Księga ubogich

Jak już pisałam, oboje z C. lubimy szybkie, ale intensywne i obfitujące w atrakcje eskapady. Jeździmy głównie po Polsce, samochodem (chociaż marzy mi się podróż pociągiem, ostatnio jechałam nim będąc na studiach, czyli lata świetlne temu), a do celu prowadzi nas głos Krzysztofa Hołowczyca w nawigacji. Chociaż i tak uważam, że najlepszym pilotem i przewodnikiem wszystkich wypraw jestem ja. A mapa samochodowa (byle w miarę aktualna) to też dobry wynalazek. No i nie ma to jak koniec języka za przewodnika (choć mężczyźni miewają z tym poważny problem). Zresztą w dobie Internetu w telefonie, WiFi, Google Maps i tym podobnych wynalazków można sobie znakomicie poradzić w trasie i na bieżąco planować i modyfikować marszrutę.
Przyznam, że akurat tę wycieczkę zaplanowałam w szczegółach odpowiednio wcześniej. Wynajęłam u sympatycznej góralki pokój na dwie noce, wyliczyłam kilometry i średni czas dojazdu z punktu A do punktu B, przygotowałam torbę z suchym prowiantem (kabanosy, batony i takie tam), no i zadbałam, by atrakcji nie zabrakło.
Obraliśmy azymut na Małopolskę. Nic na to nie poradzę, że mnie tam ciągnie. Na pytanie "morze czy góry?" oboje z mężem bez zastanowienia krzyczymy: GÓRY!!! Żeby nie było, morze jest jak najbardziej okej, ale to góry skradły nasze serca.
Rozpoczęliśmy od Jury Krakowsko- Częstochowskiej, a dokładniej od malowniczej Doliny Prądnika ze słynną Maczugą Herkulesa i zamkiem w Pieskowej Skale. Byłam tam w piątej klasie podstawówki i wpadłam do potoku, ha, ha. Od tego czasu nic się tam nie zmieniło. Nadal jest tam fantastycznie.

Cud natury- Maczuga Herkulesa

Zamek Pieskowa Skała

Ojcowski Park Narodowy

Zamek na wapiennej skale

Skały z okresu jury i kredy

Kaplica nad potokiem

Zdecydowanie polecam

Następnie wzięliśmy bokiem Kraków i wskoczyliśmy na Zakopiankę. Zatrzymaliśmy się w Bukowinie Tatrzańskiej, gdzie mieliśmy zarezerwowane noclegi w pokoju z widokiem na słowackie Tatry. Spacerowaliśmy po miejscowości, zjedliśmy obiad w restauracji znanej z Kuchennych Rewolucji, a wieczorem wybraliśmy się na dwuipółgodzinny relaks w słynnym kompleksie basenów termalnych TERMA BUKOVINA, gdzie mieliśmy do dyspozycji 20 obiektów, w tym baseny pod gołym niebem, basen z masażami, czy basen-jaskinię.

Bukowina Tatrzańska

Restauracja Kiełbacha i korale

Basenowe szaleństwa





 Następnego dnia, mglistym świtem pojechaliśmy do Palenicy Białczańskiej, gdzie na parkingu zostawiliśmy samochód i wyruszyliśmy w 18-kilometrową trasę nad Morskie Oko i z powrotem. Widoki, jakie nam towarzyszyły po drodze zapierały dech w piersiach. Atutem takiej wczesnej wyprawy (po 6.00 byliśmy już na szlaku) były cisza i spokój. Las, góry, szmer potoków, śpiew ptaków, rozpoczynający się dzień i my dwoje. Czego można chcieć więcej? Za to w drodze powrotnej (a słońce było już w zenicie) mijaliśmy nadciągające tłumy turystów i bryczki z pseudoturystami (bo jak inaczej można nazwać leniwców wykorzystujących konie?).
Mniej więcej w połowie szlaku, już za Wodogrzmotami Mickiewicza, zatrzymaliśmy się na kawkę. I tam poznaliśmy parę studentów, Malwinę i Łukasza, którzy towarzyszyli nam praktycznie do końca dnia i którym zawdzięczamy wspólne zdjęcia.

Wyruszamy!

Tylko my i górska przyroda

Wodogrzmoty Mickiewicza

Cieszymy oko górskim krajobrazem

C.szuka lornetki

Przerwa na kofeinę

Jest bosko!

Ciekawość świata

W sercu maj, a w górach jeszcze śnieg

Już niedaleko

Chwila oddechu

W tak pięknych okolicznościach przyrody ( i niepowtarzalnych) dotarliśmy nad skute lodem Morskie Oko.
Warto było przejść te 9 km, by cieszyć się takim widokiem. Dobrze, że udało nam się tam dotrzeć przed dzikimi tłumami, bo zdjęcia nie byłyby już takie fajne. Podeszliśmy również kawałek w stronę Czarnego Stawu, ale tylko trochę, bo na szlaku było jeszcze dużo śniegu. Oczywiście, nie przeszkadzało to absolutnie mojemu mężowi, który wyrywał się na Rysy i musiałam go długo odwodzić od tego pomysłu. Kocham góry, lecz bezpieczeństwo przede wszystkim. Mam w planach zdobycie Rysów, ale w sierpniu, a nie na początku maja.














Nacieszywszy zmysły wybraliśmy się w drogę powrotną (trochę inną trasą) na parking. Razem z naszymi wycieczkowymi znajomymi pojechaliśmy jeszcze na Słowację, a potem, po wymianie adresów e-mail, ruszyliśmy każde w swoją stronę.





Pojechaliśmy do Zakopanego. Zrobiliśmy szybką rundę po Krupówkach i postanowiliśmy odpocząć w grocie solnej. Po wyjściu zastanawialiśmy się właśnie czy wejść do Odwróconego Domu, i kogo nasze oczy zobaczyły na ulicy? Naszych znajomych! Postanowiliśmy razem zdobyć Gubałówkę. Wyciągiem. Może tendencyjnie, ale co tam. Widok z Gubałówki na Giewont, Kasprowy Wierch i Nosal jest imponujący.
No i kupiłam sobie góralską chustę (nic to, że made in China) i czerwone korale,o których marzyłam.
A na wielkim targu u stóp Gubałówki zaopatrzyłam się w oscypki.

W grocie solnej

Relaksik

Odwrócony Dom i Giewont

Na Gubałówce

Prezentuję swoje łupy

Może się jeszcze kiedyś spotkamy, kto wie?





Słynny Pomnik Turysty

Lubię to!
Trzeci dzień naszej wycieczki to przede wszystkim podróż powrotna na Podlasie. Zahaczyliśmy o Niedzicę i Czorsztyn, podziwialiśmy z okien samochodu Pieniny, zatrzymaliśmy się nad Dunajcem.

Figurka na podwórku góralskim

Zamek w Niedzicy

W Czorsztynie

Połów pstrąga

Nad Dunajcem

Piękne Pieniny

Przyjemnie się podróżuje przy takich landszaftach

Pieniny we mgle

Stary Sącz

Uważam, że ta nasza trzydniówka  wypadła całkiem nieźle. Nacieszyliśmy nasze zmysły, odetchnęliśmy górskim powietrzem, wróciliśmy pełni wrażeń.

3 komentarze:

  1. Tu już wysiadam, chcę tam być i piwko w karczmie u Bartka z Panną Marple pić :)

    OdpowiedzUsuń