wtorek, 28 stycznia 2014

Moje zimowe przyjemności

 

Owszem, zima potrafi dać nam popalić i sprawić,że wszystkiego nam się odechciewa, ale ma również swój nieodparty urok. Skupię się więc teraz na jej pozytywnych stronach. Za co lubię tę porę roku?


Ano, przede wszystkim, za wszechotaczającą nas nieskazitelną biel. Spacer po lesie czy parku w mroźny dzień z pewnością doda nam energii i rozjaśni umysł. A już skrzypiący pod butami śnieg sam w sobie jest  moim namber łan.



Warto zabrać ze sobą aparat, by uchwycić choć kilka sytuacji.


Olsztyn, Jaroty


Na skraju Puszczy Białowieskiej


Kto nie lubi kiełbaski wprost z ogniska? Ręka do góry! Nawet ja, która raczej wybitnym mięsożercą nie jestem (choć dobrym tatarem nie pogardzę) i staram się zdrowo odżywiać, nie mogłam oprzeć się skwierczącemu na kiju przysmakowi. 






Oczywiście, kiedy termometry wskazują kilka lub kilkanaście stopni poniżej zera, warto się na takie przebywanie na świeżym powietrzu odpowiednio ubrać. Chyba nie wyrosnę już nigdy z rękawiczek z jednym palcem i czapek z pomponem. Ale, co tam. W końcu, zima lubi dzieci najbardziej na świecie.


                                  Kupione w Pepco, nie mogłam się oprzeć



Jak wyżej

Prezent gwiazdkowy

Nic nie rozgrzeje nas tak, jak herbata z laską cynamonu i imbirem. Opcjonalnie można dodać plaster pomarańczy. Aktualnie popijam sobie oryginalną angielską herbatkę z limitowanej serii Twinings The Queen's Diamond Jubilee 1952-2012, podarowaną mi przez miłą sąsiadkę.

Moje zimowe szklanki

Do herbaty mam jeszcze pół puszki świątecznych pierniczków. Ich pieczenie jest zarezerwowane tylko i wyłącznie na zimowy przedświąteczny czas.

                                 Wyszło mi chyba ze sto sztuk


No i święta, rzecz jasna, kolejny miły akcent zimy. Choinka, wspólne ucztowanie przy stole, spotkania w rodzinnym gronie,prezenty. Banały tu plotę, ale cóż, niestety, nie należę do wąskiego grona antyfanów świąt. Uwielbiam cały ten bożonarodzeniowy blichtr!

Choinka musi pachnieć lasem





Olsztyńska starówka
A na poświąteczne długie zimowe wieczory polecam zakopanie się pod kocem lub w pościeli z dobrą lekturą. Ostatniej niedzieli pozwoliłam sobie zapoznać się z twórczością Camilli Lackberg, okrzykniętej mistrzynią skandynawskiego kryminału.Wystarczyło mi trzy godziny.




"Zamieć śnieżna i woń migdałów"

A żeby nie trwonić czasu przed tv, można połączyć przyjemne z pożytecznym. Zrobiłam tej zimy już dwa kominy.
Wiadomo,że pozostałe pory roku dają nam więcej możliwości na różnych płaszczyznach. Może więc warto poświęcić teraz czas na dokładne zaplanowanie tych cieplejszych dni? Pomaga mi w tym mój zeszyt inspiracji,w którym skrupulatnie notuję wszystkie pomysły jakie wpadną mi do głowy oraz kalendarz Beaty Pawlikowskiej Rok dobrych myśli (zresztą, to jest temat na osobny post).



Na zakończenie pozwolę sobie wstawić jedno z ulubionych zdjęć mego kota. Żeby nie było, również w zimowej konwencji. To była jego pierwsza zima, teraz ma już 7 lat i jest statecznym kocurem.


Kocham, kocham, kocham.

3 komentarze:

  1. Wszystko mi się podoba: szklanki (są czadowe!), ciasteczka (mniam:)), czapki i kotek :) Kiełbaską z ognicha też bym nie pogardziła ;) No i fascynuje mnie (oczywiście:)) zeszyt inspiracji - zdradź proszę szczegóły :)
    Pozdrówki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za miłe słowa. O zeszycie inspiracji będzie osobny wpis. Na razie zdradzę Ci tylko,że znalazło się w nim m. in. kilka pomysłów zaczerpniętych z Twojego bloga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja czekam bardzo na ten post o ZI :)
      Dzięki za ostanie zdanie, bardzo mi miło :)

      Usuń