niedziela, 20 maja 2018

Wyprowadzanie się na spacer, majowe pokrzywy i bilet za 3000 groszy, czyli przegląd tygodnia #19




Wszystko wróciło do normy. Majówka majówką, przyroda przyrodą, ale życie w mieście też potrafi być interesujące tym bardziej że na moim osiedlu przyrody i zieleni nie brakuje. W tym tygodniu za punkt honoru postawiłam więc codzienne spacery.



Będąc na majówce u rodziców, sięgnęłam po książkę "Wyszłam z niemocy i depresji, ty też możesz".
I choć majowa przyroda trzyma mnie z dala od niemocy i depresji, przypomniałam sobie ważne zalecenie Pawlikowskiej- codzienne wyprowadzanie się na spacer. Wbrew pogodzie i innym wymówkom. Chociaż na dziesięć minut. Zaczęłam więc praktykować spacerowanie i kontemplowanie otaczającej rzeczywistości. Czasami rano, jeszcze przed pracą siedziałam nad osiedlowym stawem, opalałam nogi i słuchałam wiosennego śpiewu ptaków. Polecam. W zaledwie dziesięć minut można pozytywnie nastawić się na cały dzień. Czasami szłam przewietrzyć się przed snem. I ranne i wieczorne spacery miały na mnie dobry wpływ. 
Raz byłam nawet w lesie, z którego wróciłam z naręczem świeżych pokrzyw. To co powiem będzie dziwne, ale lubię uczucie poparzenia pokrzywą. Do zrywania nie potrzebowałam więc rękawiczek i, mało tego, dobrowolnie chłostałam się po rękach.


Spacer- sama ze sobą
Widok z okna po szóstej rano, kiedy wyciskam sobie zielony sok




Buszująca w pokrzywach

Całkiem dorodne te pokrzywy


Majowy bez


Ładowanie akumulatorów przed pracą


Jajecznica z pokrzywą


Zupa ze szparagami i fetą




Wieczór z książką na balkonie


Trochę słońca przed pracą

Pewnego dnia, po pracy wybraliśmy się nad jezioro Gim w Nowej Kaletce. Cisza, spokój, sosnowy las. Wodne ptactwo, domki letniskowe. Mój mąż wypatrzył sobie miejscówkę na ryby, ja- plażę na lato. 






Nowa Kaletka
Jezioro Gim







Urocze domki letniskowe





Sobota upłynęła zdecydowanie pod znakiem teatru. Dowiedziałam się, że z okazji Dnia Teatru Publicznego w naszym teatrze jest grana komedia "Boeing, boeing", a bilety na nią kosztują jedynie 3 złote. Bilety były jednak limitowane, można je było nabyć tylko osobiście zjawiając się o 9.00  przy kasie. Ja byłam o 8.30 i byłam jakaś pięćdziesiąta w kolejce.
O 19.00 siedziałyśmy już z Ewą w siódmym rzędzie i raz po raz wybuchałyśmy śmiechem. Tak mi się ta sztuka spodobała, że namówiłam znajomych i idę na nią ponownie razem z nimi.


Taka promocja


W oczekiwaniu na tramwaj


W oczekiwaniu na autobus- to do mnie nie podobne, ale byłam na przystanku całe 5 minut przed czasem


W teatrze przed świetną sztuką "Boeing, boeing"


Z innych ciekawostek tygodnia:

- dostałam oficjalne zaproszenie do Lublina na nagranie do teleturnieju "Jeden z dziesięciu";
- po raz pierwszy w życiu zrobiłam spring rollsy, czyli pokrojone w słupki warzywa (kalarepa, marchew, ogórek) z makaronem ryżowym, zawinięte w ryżowy papier, podawane z sosem sojowym;
- zaczęłam czytać książkę "Jednominutowy milioner";
- ugotowałam przepyszną zupę szparagową z fetą (przepis TU); 
- zrobiłam bardzo udane zakupy w "Łapciuszku", czyli sklepie z używaną odzieżą obok mojej pracy, do którego często wyskakuję w piątki, kiedy cena za kilogram jest najniższa;
- nasz kot zlekceważył sobie wszelkie zabezpieczenia balkonu i zawędrował aż trzy balkony dalej, dzięki niemu poznam wkrótce wszystkich mieszkańców mego bloku.

Pisałam już chyba wcześniej, że w każdą niedzielę wieczorem piszę sobie plan na kolejny tydzień. To naprawdę działa. Jest dla mnie lepsze niż planowanie, dzienne, ponieważ gdy czegoś nie wykonam, nie frustruję się, tylko robię to następnego dnia. Wykreślanie kolejnych wykonanych zadań daje nie tylko satysfakcję, ale również poczucie, że jeśli się tylko trochę wysilę, wszystko jest do zrobienia. Na każdy tydzień przewiduję około 50 rzeczy do wykonania, zarówno zawodowych, jak i osobistych, od zebrania rodziców począwszy na przyszyciu guzika kończąc. Punkty, które z jakichś względów nie zostały wykonane, przepisuję sobie na następny tydzień. I tak tydzień po tygodniu, uczę się panować nad swoim życiem, bo czasem w tym zabieganiu tracę kontrolę.

wtorek, 15 maja 2018

Telefon po północy, kot w puszczy i Regina Brett na łące, czyli przegląd tygodnia #18









Szalony majowy tydzień, wypełniony po brzegi przyjemnościami, za nami. Zaczął się właśnie mój ulubiony okres w całym roku i zamierzam korzystać z niego ile się da.


Długi weekend spędziliśmy raczej spokojnie i bez ekscesów. W drewnianym domu na obrzeżach Puszczy Białowieskiej. Relaksowałam się tam na wszystkie możliwe sposoby. Hasając po łące (klik). Eksplorując rowerem puszczę (klik). Zjeżdżając rurą na hajnowskim basenie (klik). Naprawdę wypoczęłam od pracy i miejskiego życia. 

Przeżyłam tylko jeden lekki stresik, obudzona telefonem o godzinie 0:34. Któregoś dnia pozwoliłam córce przenocować samej poza domem. Nocowała u cioci ze swoją cioteczną siostrą. Spałam już, kiedy K. zadzwoniła do mnie, jak gdyby nigdy nic, w środku nocy, ze słowami: 
-"Mama, a wiesz, że ja nie spałam całą noc...".
-"Ależ dziecko noc jeszcze trwa, czemu ty jeszcze nie śpisz?" 
-"A bo my tak sobie leżymy i gadamy...".
 No żesz....Też tak sobie kiedyś leżałam i gadałam po nocach z moją siostrą. Ale, na litość boską, nie w wieku siedmiu lat! I nie przyprawiałam o stan przedzawałowy moich rodziców, wybudzając ich z głębokiego snu telefonem. 
Kolejny telefon otrzymałam rano:
- "Mama, a wiesz, że nie spałam całą noc?"
- "Wiem, bo dzwoniłaś do mnie"-odpowiadam poirytowana.
-"No, dzwoniłam do ciebie o zerowej"- jak gdyby nigdy nic odpowiada moje dziecko, które w tym wieku powinno sypiać po 12 godzin, a nie zarywać noce. 
Także ten. Zero noclegów poza domem.
Generalnie za bardzo chyba ulegam pomysłom swojej córki. Miała przecież w tym tygodniu wszystko. Towarzystwo innych dzieci, trampolinę, rower, basen, you tuba, telewizję, telefon, kota, zabawy ze ślimakami, dziadków, pradziadków, lody, świeże powietrze, wspomniany wyżej pożalsięboże nocleg, a jeszcze udało jej się namówić mnie na zakup takiej laleczki:

 

Kompletnie nie rozumiem fenomenu tych laleczek, no ale są ponoć teraz na topie i wszystkie dziewczynki się nimi bawią. A dla mnie to zwykła chińszczyzna.









Jak już wspominałam niejednokrotnie, zieleni mieliśmy w bród. A mało co relaksuje tak jak patrzenie na drzewa i rośliny. Naszemu kotu też się podobał pobyt w puszczy. Po raz pierwszy w życiu widział naraz tyle drzew. Wspinał się po nich jak szalony, skakał po zeszłorocznych szeleszczących liściach, aż się za nim kurzyło. Ależ mieliśmy z nim ubaw! 

Śnieżka na drzewie


Szaleństwo!

Oprócz wymienionych wyżej form rozrywki, trochę też czytałam. Głównie Reginę Brett i jej najnowszą książkę "Kochaj"(połowę przeczytałam podczas poprzedniego pobytu u rodziców). Książki Reginy zawsze mnie motywują do jeszcze uważniejszego życia i zachwycania się wszelkimi jego przejawami. Zaczęłam obserwować pisarkę i felietonistkę na jej Instagramie. Przeczytałam też książkę z poprzedniej epoki "W Dolinie Klonowego Liścia" Ewy Przybylskiej i nawet założyłam bloga, by zamieścić na nim wpis o niej. Niestety, na założeniu się skończyło. Wpis powstanie, jak będę mała więcej weny i czasu.

Lektura na łące


"W Dolinie Klonowego Liścia"


Babcia
Foszek przed zakupem laleczki



Rowerem po puszczy

Konwalie w Puszczy Ladzkiej, znalezione podczas samotnego spaceru

W niedzielę, wyprowiantowani w swojskie jajka, kiełbasy i miody, wróciliśmy do Olsztyna. Zastaliśmy tam piękną pogodę. Aż żal było siedzieć w domu. Rozpakowywanie walizek, plecaków i toreb zostawiłam więc na później...

W końcu niedziela handlowa i normalnie, po bożemu, można zrobić zakupy


Przyszłyśmy na orlik pokibicować ojcu


W Olsztynie też jest kolorowo


Co tu się dzieje?

Majówka w puszczy- sobota


W sobotę było znowu dużo przyrody i rodzinnych spotkań. Trochę mi było żal, że majówka dobiegała końca, ale zarazem chciało mi się już wrócić na swoje śmieci.


Wiadomo, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Każdy człowiek, a już na pewno człowiek po trzydziestce ma jakieś swoje przyzwyczajenia. Lubię na przykład kuchnię mojej mamy, ale są dni kiedy zdecydowanie wolę swoje "wynalazki". Tłumaczenie się rodzicom, dlaczego nie chcę jeść glutenu jest słabe. Poza tym po śniadaniu lubię sobie wypocząć, coś poczytać, moja mama natomiast już o 9.00 zabiera się za obiad. I weź się człowieku powyleguj i pobycz na urlopie, kiedy praca wre:)
Dlatego chociaż czasami zazdroszczę znajomym mieszkającym z rodzicami, wiem że mi byłoby raczej ciężko. Na szczęście oni podzielają moje zdanie i dla zachowania obopólnej higieny psychicznej spotykamy się raz na jakiś czas.





Poranek w Hajnówce
Sobotę zaczęliśmy odwiedzeniem mego ulubionego (i być może jedynego, ale za to świetnie zaopatrzonego) sklepu z zabawkami w Hajnówce. Często kupuję tam prezenty dzieciom, a i moja córka uwielbia ten sklep. Tym razem na przykład kupiła sobie laleczkę, której fenomenu nie rozumiem. Owszem sika, płacze i pluje, ale jak dla mnie to tandeta nie warta swojej ceny. 


Ogólnie dzień był leniwy. Snuliśmy się po domu i ogrodzie. Potem spotkałam się u babci z moją siostrą cioteczną, której nie widziałam od lata. Takie czasy teraz nastały, że nikt na nic nie ma czasu, a co dopiero mówić na spotkania z rodziną i znajomymi. Staram się mimo wszystko jakoś ten czas wygospodarowywać, ale różnie z tym wychodzi.



Na huśtawce


Po wczorajszym basenie było dużo prania



Moja K. mówi na ten kwiat "serduszka"



Makolągwa

Samotny spacer do lasu
Po południu wybrałam się na samotny spacer do lasu. Tym razem do Puszczy Ladzkiej, nie Białowieskiej. Te dwie puszcze oddziela od siebie tylko szosa.
Bardzo lubię samotne spacery. Pozwalają zebrać myśli. Pogadać samej ze sobą. Pomruczeć coś pod nosem:) Czasem znienacka wpadnie do głowy jakiś pomysł...






Iść w stronę słońca


Znalazłam konwalie
Wieczorem byliśmy na grillu u szwagra. Grille średnio lubię, z uwagi na dym, niezdrowe grillowane żarcie, zimne wieczory i komary. A ten wieczór był jakiś wyjątkowo zimny. I komary wyjątkowo upierdliwe. Mimo to, całkiem fajnie jest posiedzieć z rodziną i się pośmiać.
I tak, nasza majówka dobiegła końca. W niedzielę rano spakowaliśmy manatki i pojechaliśmy na Olsztyn. A na Podlasie i do puszczy zamierzamy powrócić na dłużej w lipcu.