piątek, 18 stycznia 2019

Piszę, więc jestem :)



 

Po blogowych feriach wracam do pisania. Na razie na luzie, bez jako takich zobowiązań i obietnic. Będzie na spokojnie. Trochę po staremu, trochę po nowemu, a na pewno po mojemu.


Pisanie zdeterminowało moje życie. Bez długopisu i papieru jestem jak bez ręki. Stukot klawiatury jest dla mnie nie mniej kojący niż szum morza. Siedzę właśnie pod kołdrą, a mój kot gryzie mnie w stopę. Piszę tego posta na brudno, w notatniku, chociaż raczej tego nie praktykuję na co dzień. I zastanawiam się, czymże byłoby moje życie bez stosu notesów, którymi się otaczam w domu i w pracy. W biurze mam dwa kalendarze, w których prowadzę notatki służbowe i prywatne. W domu mam taki sam, trzeci, służbowo/prywatny. Wszystkie pełne esów floresów, bo lubię sobie bazgrać, kiedy gadam z kontrahentem przez telefon. Otwieram je na przypadkowych stronach i zapisuję wszystkie istotne dla mnie na dany moment informacje, a jest ich wiele, oj wiele...
Codziennie, od 2012 roku, piszę dzienniki. Po stronie dziennie. Opisuję w nich wszystkie dobre rzeczy, które mi się w danym dniu przydarzyły. Złe ignoruję i dzięki takiej selekcji, czytając po kilku latach swój dziennik, mam wrażenie, że moje życie jest usłane różami. Myślę, że te moje dzienniki, śmiało można nazwać "Dziennikami Wdzięczności", bo są w nich wyłącznie takie treści. Gdzieś na tyłach tych dzienników prowadzę listy inspiracji, czyli spis filmów, książek i rzeczy, których chcę spróbować. Do tego mam dwa samodzielne Zeszyty Inspiracji, stary i nowy, w których wszystkie moje inspiracje i cele są skategoryzowane.
I jakby tego było mało, od tego roku zaczęłam prowadzić Dziennik Pięcioletni!
Na mojej szafce przy łóżku leży też kołonotatnik, w którym rozpisuję sobie często plany tygodniowe (pomysł zaczerpnięty z książki "7 nawyków skutecznego działania" Stephena Coveya), a także piszę, co mi aktualnie leży na duszy (tak zwane pisanie oczyszczające), po czym wyrywam kartkę i ją wyrzucam.
Jednym z moich ważniejszych życiowych celów jest napisanie i wydanie książki. Szkopuł w tym, że czuję się przytłoczona nadmiarem pomysłów, nie wiem od którego zacząć i to nie pozwala mi ruszyć z miejsca.
Z mozołem zabieram się też za spisywanie historii rodzinnych. Na razie mam dużo notatek, przeprowadzam wywiady z dziadkiem, zbieram materiały, czytam stare listy, poznaję historię czarno- białych zdjęć, wertuję książki o historii mojej wsi.
No i jest jeszcze ten oto skromny blogasek, którego przyszłość jest bliżej nie określona. W zeszłym roku zdecydowałam się na tygodniki i konsekwentnie, choć nie bez trudu, publikowałam je tu. Odpowiadała mi ta forma, choć jej częstotliwość już nie koniecznie. W tym roku, o ile okoliczności będą mi sprzyjały, chciałabym postawić na dwutygodniki, bo niefajnie pisze się pod presją czasu, a tygodnie lecą jak szalone. Bardzo możliwe, że relacje z dwóch tygodni okażą się bardziej wartościowe niż tygodniki. Pomiędzy dwutygodniki mam zamiar wplatać jakieś inne wpisy, może podróżnicze, może czytelnicze lub po prostu z cyklu "jak uprzyjemnić sobie życie?".
Niedługo mam zamiar ruszyć też z moim drugim blogiem, na którym będę zamieszczała wpisy o książkach z lat młodzieńczych. Na razie bardzo kręci mnie wizja tego bloga, a jak wyjdzie w praniu- się zobaczy. 
Mam nadzieję, że nie będę już musiała fundować moim czytelnikom takiego zamieszania. Swoich rodziców perfidnie i z zimną krwią okłamałam, wmawiając im, że pogłoski o rzekomym istnieniu mego bloga to jakieś nieporozumienie:) Po co mają czytać moje wynurzenia? Niech lepiej czytają romanse Danielle Steel czy poradniki dla pszczelarzy i śpią spokojniej.

Tak więc mogę chyba oficjalnie zdementować plotkę jakoby Życie zaczyna się po trzydziestce! miało zniknąć z internetów :) Pewnie jak to w życiu, raz będzie z górki, raz pod górkę, ale będę  starała się dzielnie pchać lub ciągnąć ten wózek.

Bo doszłam do wniosku, że to chyba właśnie pisanie jest moją życiową misją.



poniedziałek, 31 grudnia 2018

Kolędnicy, "The Holiday" i 100 przeczytanych książek, czyli przegląd tygodnia #52




To ostatni tydzień w tym roku. I nie wiem, czy nie ostatni wpis na tym blogu. Myślę bowiem o jego zamknięciu i zostawieniu tylko sobie na pamiątkę.


Motywem przewodnim tego tygodnia były rzecz jasna święta. Nie jest mi jakoś szczególnie żal, że już minęły, bo za chwilę jeszcze jedne święta przede mną.
Bardzo się cieszę, że pogoda nam dopisała, bo białe święta są o niebo lepsze od tych szarych. Dopisali też kolędnicy chodzący po wsi. Tacy z krwi i kości, z własnoręcznie klejonymi gwiazdami i akordeonem. Umilali nam siedzenie przy stole i między sernikiem a blokiem czekoladowym serwowali "Wśród nocnej ciszy". Bardzo podoba mi się ten podlaski zwyczaj i kiedy zaginie, będę nad tym mocno ubolewała.
Prezenty mieliśmy w tym roku bardzo minimalistyczne, wręcz żadne. Niczego w sumie nie potrzebowaliśmy (ja chciałam tylko kalendarz, ale jeszcze się nie wyprodukował taki, który by dogodził mym gustom), więc nic sobie nawzajem z mężem nie podłożyliśmy pod choinkę.
Nasza córka dostała gry "La cucaracha/Karaluch" i "Łakocie babci", zestaw do slimów, cekinową poduszkę, pluszaka-papugę i książkę o kotach.


Zima za oknem


Białe szaleństwo


Wigilia
Kolędnicy dopisali


Jak dobrze, że ta tradycja trwa


Kolędnicy to nieodłączny element podlaskiego krajobrazu
Drugiego dnia świąt wróciliśmy do naszego wysprzątanego, nieskażonego świętami mieszkania i zalegliśmy na kanapie przed telewizorem. Przypadkiem trafiłam na "The Holiday", jeden z moich ulubionych świątecznych filmów, i dałam się porwać klimatom angielskiej prowincji. Choć Jude Law też jest niczego sobie.


Jude Law <3


Amanda miała całkiem fajne święta
Miło jest wrócić do posprzątanego mieszkania
Kocie życie


Znalezione w Biedrze i zakupione, K. uwielbia!

Drugą, poświąteczną połowę tygodnia, poświęciłam głównie na sprzątanie . Takie generalne. Nie wiem, czy o tym wspominałam, ale co roku o tej porze mam, delikatnie mówiąc, hopla na punkcie porządków. Każdy zakamarek musi błyszczeć, każdy ciuch musi być uprany, każda dziura w skarpetce zaszyta, każda niepotrzebna rzecz- wyrzucona. Czajnik musi być odkamieniony, filtr do wody wymieniony, żyrandole przetarte, kot i dziecko muszą mieć świeżo obcięte pazury, a ja muszę mieć zrobiony świeży manicure i pedicure. Rachunki muszą być popłacone, każdy pojedynczy papierek ma się znaleźć w teczce na swoim miejscu. Kredki K. muszą być zatemperowane, Barbie w domku dla lalek ładnie ubrane, rysunki poodkładane do archiwum:) W kuchennej szafce przyprawy mają stać na baczność, magnesy na lodówce mają wisieć równo, lustra mają lśnić.

A książki mają być doczytane...
I w tym miejscu mogę się pochwalić, że 2018 roku pobiłam swój rekord i przeczytałam 100 książek. Znalazły się w tej setce, co prawda, książki dla dzieci (w tym jeden komiks), ale było też sporo 500-600 stronicowych cegieł. 

10 najlepszych według mnie książek to:

1. Fannie Flagg "Nie mogę się doczekać kiedy wreszcie pójdę do nieba"
2. Małgorzata Musierowicz "Ciotka Zgryzotka" (oraz sześć wcześniejszych części Jeżycjady, które sobie w tym roku odświeżyłam)
3. Małgorzata Gutowska- Adamczyk "Cukiernia pod Amorem" (wszystkie cztery części)
4. Michał Szafrański "Zaufanie, czyli waluta przyszłości" (byłam na spotkaniu autorskim)
5. Anne B. Ragde - cała saga "Ziemia kłamstw", "Raki pustelniki", "Na pastwiska zielone", "Zawsze jest przebaczenie"
6. Fannie Flagg "Dogonić tęczę"
7. Anna Kamińska "Simona"
8. L. Maud Montgomery "Jane z Lantern Hill"
9. L. Maud Montgomery "Uwięziona dusza"
10. Astrid Lindgren "Dzieci z Bullerbyn"

10 najgorszych książek: 

1. Anna Brones "Żyj lagom"
2. opracowanie zbiorowe "Jakoś to będzie. Szczęście po polsku"
3. Julita Bator "Zamień chemię na jedzenie"
4. Małgorzata Musierowicz "Kluczyk"
5. Francesc Miralles Contijoch, Hector Garcia Piugcerver "Ikigai"
6. Peter Wohlleben "Sekretne życie drzew" (nie rozumiem, o co było tyle szumu)
7. Harvey Karp "Najszczęśliwsze dziecko w okolicy"
8. Susan Forward, Craig Buck "Toksyczni rodzice"
9. Charles Duhigg "Siła nawyku"
10. Danuta Wawiłow "Wiersze dla niegrzecznych dzieci"


Bardzo dobra książka!


Niedzielna lektura- "Dziadek do orzechów"- raczej nie moja bajka...


Grosiki na szczęście uzbierane w 2018r.


Koniec roku zmusza do refleksji. Ja po raz kolejny zastanawiam się na tym blogiem. Raz chce mi się pisać, raz nie. Bardzo chciałabym blogować o starych książkach. A wydaje mi się, że dwa blogi to dla mnie trochę za dużo. Myślę też o napisaniu książki. Oraz o spisaniu i udokumentowaniu zdjęciami historii mojej rodziny sięgającej do czasów moich pradziadków, a może i dalej. Ten blog mógłby mnie rozpraszać. Jednocześnie szkoda jest usunąć pięć lat mojej pracy. Tworzyłam to miejsce w sieci z przyjemnością, było dla mnie odskocznią od codzienności, sposobem na relaks, terapią. Dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądali. Dziękuję za każdy przeczytany post i za każdy pojedynczy komentarz. Jeśli zainspirowałam kogoś do zmian, jeśli wywołałam uśmiech na czyjejś twarzy, jeśli zapaliłam kogoś do jakiejś pasji- jest mi niezmiernie miło.
Wiem, to głupie, zwłaszcza w moim wieku, ale jednym z argumentów przemawiającym za usunięciem bloga (wiem, histeryzuję, jakbym co najmniej miała usuwać ciążę) jest fakt, że moi skądinąd kochani rodzice dowiedzieli się o nim. I tak jakoś mało komfortowo bym się chyba czuła, wiedząc, że czytają, co piszę. Aktualnie jestem na etapie usuwania bloga z wyszukiwarek/ zmian nazwy/ ograniczania dostępu (tak by był widoczny tylko dla mnie), i ponownego przywracania. Raz definitywnie postanawiam, że to koniec, a za chwilę stwierdzam, że jednak nie, jeszcze jeden wpis. Od dwóch tygodni biję się z myślami. Raz usuwam, raz reaktywuję. Kasuję, przywracam. Sprawy nie ułatwiają mi komentarze z prośbami, bym nie znikała. Ehhhhh....No nie wiem, sama nie wiem, co dalej. Czy to już naprawdę ostatni wpis? Czy może blog zmieni nazwę? Będę pisać czy nie będę? Nie wiem. Jeśli ktoś dziś nie znajdzie mego bloga w wyszukiwarce, nie znaczy, że nie znajdzie tam go za tydzień czy miesiąc. Bo jestem zmienna. I nie chcę nic nikomu obiecywać, a przede wszystkim sobie.

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!

czwartek, 27 grudnia 2018

Puszysta poduszka, lista starych książek do przeczytania i Naked 3 Urban Decay, czyli przegląd tygodnia #51




Za sprawą fajnego prezentu, dokończenia kilku spraw i pójścia na urlop tydzień mogę zaliczyć do udanych. 


Na prośbę jednej z czytelniczek bloga, przedstawiam bardzo mocno skróconą listę tytułów książek, które wyszperałam w antykwariatach internetowych i które zamierzam kiedyś nabyć, przeczytać i ułożyć na półce w swojej wymarzonej retro- bibliotece (mam cały niezagospodarowany strych i coś tam już przebąkiwałam mężowi o swoich planach, a on nie powiedział "nie", więc kto wie, kto wie, może kiedyś strych nie będzie strychem, tylko moim prywatnym antykwariatem z ładnymi półeczkami).
Na stronach antykwariatów przesiadywałam kilka tygodni i spisałam z nich co najmniej tysiąc interesujących mnie pozycji. Są to książki, które kiedyś czytałam, których okładki pamiętam z dzieciństwa, a także te, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Poniżej zamieszczam przykładowe, wyrywkowe tytuły z mojej nienormalnie obszernej listy:)

1. Edmund Niziurski "Awantura w Niekłaju"
2. Tadeusz Baranowski "Antresolka Profesorka Nerwosolka"
3. Cecile Aubry "Bella i Sebastian"
4. Mary Norton " Kłopoty rodu Pożyczalskich"
5. Zofia Rogoszówna "Dzieci pana majstra"
6. Jan Edward Kucharski "Moja babcia czarownica"
7. Magda Szabo "Tylko sam siebie możesz ofiarować"
8. Tove Jansson "Małe trolle i duża powódź"
9. Ludwika Woźnicka  "Wakacje z Czarką"
10. Maria Ewa Letki " Wakacje z Cynamonem"
11. Sławomir Grabowski "Kowalski do tablicy"
12. L.Maud Montgomery "Okruchy światła"
13. Helena Zawistowska "W państwie podziemnego gnoma"
14. Karol Dickens "Oliver Twist"
15. Maciej Wojtyszko "Tajemnica szyfru Marabuta"
16. Maria Kaczurbina "Niedaleko od Rzeszowa"
17. Anna Lewkowska "Silna grupa ze śmietnika"
18.
19. Irena Jurgielewiczowa "Wszystko inaczej"
20. Saturnina Leokadia Wadecka "Egzamin niedojrzałości"
21. Jadwiga Korczakowska "Smyk"
22. Aleksander Minkowski "Gruby"
23. Halina Snopkiewicz "Lilka na studiach"
24. Astrid Lindgren "Detektyw Blomkvist"
25. Maciej Wojtyszko "Bromba i inni"
26. Jadwiga Korczakowska "Spotkanie nad morzem"
27. Edmund Niziurski "Klub Włóczykijów"
28. Piotr Jerszow "Konik Garbusek"
29. Rudyard Kipling "Księga dżungli"
30. Klemens Oleksik "Czarownica znad Bełdan"
31. Jan Brzechwa "Pchła Szachrajka"
32. Zbigniew Nienacki " Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic"
33. Bolesław Leśmian "Klechdy polskie"
34. Włodzimierz Wajnert "Przygody z Machefim"
35. Roman Pisarski "Jak się mieszka tu i tam"
36. Wiera Badalska "Jędrek i inni"
37. Astrid Lindgren "Dlaczego kąpiesz się w spodniach, wujku?"
38. Irena Jurgielewiczowa "Niespokojne godziny"
39. Zbigniew Wróblewski "Pięty w chmurach"
40. Mieczysława Buczkówna "Piotruś pierwszak"
41. Maria Józefacka "Kto sieje wiatr"
42. Jadwiga Korczakowska "Wakacje w Borkach"
43. Krystyna Boglar "Tango na bananowej skórce"
44. Stanisław Kowalewski "Nie ma ceny na miód akacjowy"
45. Wiesław Rogowski "Zielone, czyli wakacje w Dłusku"
46. Ines Lappalainen " Saara, dziewczyna z Vastamaki"
47. Krystyna Boglar "Nie głaskać kota pod włos"
48. Janina Zającówna "Ewa"
49. Władysław Bochenek "Monika daleka i bliska"
50. Stanisław Bareja "Jadźka i my"
51. Maria Wardasówna "Maryśka ze Śląska"
52. Edmund Niziurski "Pięć manekinów"
53. Danuta Bieńskowska "Wielka gra"
54. Natalia Rolleczek "Rodzinka Szkaradków i ja"
55. Janina Zającówna "Mój wielki dzień, czyli kochankowie mojej mamy"
56. Marta Tomaszewska "Zorro, załóż okulary"
57. Seweryna Szmaglewska "Czarne stopy"
58. Lech Borski "Rozmowa w dyskotece"
59. Igor Sikirycki "Pietrek z Puszczy Piskiej"
60. Helena Bechlerowa "Ciocia Arnika"
61. Janusz Korczak  "Bankructwo Małego Dżeka"
62. Kornelia Dobkiewiczowa "Ofka z Kamiennej Góry"
63. Louisa May Alcott "Małe kobietki"
64. Ilse Kleberger "Rozmowy nocą"
65. Hanna Ożogowska "Złota kula"
66. Krystyna Siesicka "Zapach rumianku"
67. L. Maud Montgomery "Emilka na falach życia"
68. Aleksander Minkowski "Szaleństwa Majki Skowron"
69. Astrid Lindgren "Madika z Czerwcowego Wzgórza"
70. Ewa Nowacka "Kilka miesięcy, całe życie"

Mogłabym tak jeszcze wymieniać i wymieniać...
Jeśli już jestem przy książkach, w poniedziałek skończyłam "Zawsze jest przebaczenie" Anne B. Ragde i dowiedziałam się, że autorka napisała także piątą część sagi zatytułowaną "Kochankowie". Oczywiście, zamówiłam już ją sobie w bibliotece i jestem pierwsza w kolejce, ale to już chyba będzie uczta literacka w 2019 roku.



Tak upływały mi ostatnie tygodnie


Stroik od cioci


Wyczekany prezent gwiazdkowy





Ukończony projekt DIY


Puszysta poszewka na poduszkę robiona na drutach żyłkowych

W tym tygodniu stałam się szczęśliwą posiadaczką paletki Naked 3 Urban Decay. Obecnie jestem na etapie testowania poszczególnych cieni i uczę się ich starannego blendowania na powiece. Takie prezenty gwiazdkowe przed Gwiazdką to ja rozumiem!

W końcu też ukończyłam swoją poduszkę z puszystej włóczki. Zaczęłam ją jakoś rok temu. Przerzucanie oczek na żyłkowych drutach to było dla mnie istne odprężenie, dlatego też dozowałam sobie tę przyjemność. Tak naprawdę w tym przypadku droga była dla mnie ważniejsza niż cel. Polecam ten rodzaj relaksu, tym bardziej, że może z tego wyjść całkiem niezły skutek uboczny.


Bo nie ma sensu przechodzić na dietę przed świętami


Olsztyn przygotowany na święta
A my spakowani na wyjazd


Choinka w podlaskiej wiejskiej świetlicy



Takie bałwany można spotkać tylko na Podlasiu


W sobotę znowu pojechaliśmy na Podlasie. A tam znowu życie zwolniło obroty. Wsie zasypane śniegiem. Sikorki w karmniku. Kawa pita z rodzicami, po śniadaniu i po obiedzie. Wizyta w gminnej bibliotece ( i szukanie starych książek, jakżeby inaczej). Wizyta u dziadka i standardowe oglądanie zdjęć. Itd, itp. Często brakuje mi niepowtarzalnego klimatu rodzinnych stron, białoruskiej gwary, podwójnego obchodzenia świąt, żubrów przy drodze. Myślę, że kiedyś powinnam tam wrócić, ale to już temat z gatunku życiowych dylematów.

Tymczasem moją głowę zaprząta inny problem- nie mam jeszcze kalendarza na 2019 rok. Nie znalazłam idealnego. Ani w Biedrze, ani w Empiku, ani w Świecie Książki, ani w Carrefourze. Szukam takiego, w którym sobota i niedziela są na osobnych stronach, bo przecież w weekendy dzieje sie najwięcej i pół strony na opisanie jednego dnia absolutnie mnie nie urządza. Poza tym kalendarz musi być wizualnie w moim guście, mieć jasne linie wewnątrz i dobry gatunkowo papier.
Pisanie dziennika to nie przelewki. Rzecz, która towarzyszy mi przez 365 dni w roku musi być szyta na moją miarę. Mam jeszcze kilka dni i wielką nadzieję, że w końcu trafię na kalendarz z prawdziwego zdarzenia.


Boso po śniegu, stare zdjęcia i presja czytania, czyli przegląd tygodnia #50



Zrobiło się tak jakoś zimowo i świątecznie, a więc całkiem przyjemnie. Na stole w salonie stanął stroik, zapachniało żywym igliwiem... Nawet w biurze, za sprawą tajemniczej okiennej dekoracji zrobiło się nastrojowo.


W szkole u córki odbywał się kiermasz bożonarodzeniowy. Ponoć filcowe choinki, które robiłyśmy wspólnie w zeszłym tygodniu, rozeszły się jak świeże bułeczki.
Zmieniłam pościel na świąteczną. Wylegiwanie się w niej to prawdziwa magia.

Takie dekoracje- u mnie w biurze



W połowie tygodnia przetransportowaliśmy się z naszym kotem na Podlasie. Tam zakosztowaliśmy życia w trybie slow. Trenowałyśmy z K. uważność, przewracając grube kartki serii o Ulicy Czereśniowej. Mama zakończyła mi moją robótkę z puszystej włóczki. Cieszyłam się z pierwszego śniegu, biegając po nim na boso i chwaląc się tym na insta. Odwiedziłam dziadka i przeglądałam u niego stare czarno- białe zdjęcia. Spotkałam się z bratową i bratanicami. Lubię jeździć do swojej rodziny na wschodzie.

Pierwszy śnieg

Pierwsze auto- uwielbiam to zdjęcie, jest takie mocno peerelowskie

Ja z mamą

Moja babcia z koleżanką

Moja babcia-listonoszka otoczona wianuszkiem dzieci

Na szczęście storczyk jeszcze cały



Niewyobrażalna radość

Dobra lektura z kotem- tak wygląda wieczór idealny

Poza tym nadal grzebałam w internetowych antykwariatach i doszłam to konkluzji,  że staje się to już obsesyjnie niebezpieczne:)
Czytałam "Najszczęśliwsze dziecko w okolicy", doczytywałam "Finansowego Ninję". Terminy w bibliotece są bezlitosne, a czytanie pod presją czasu jest motywujące i irytujące jednocześnie. Bo może miałabym ochotę poczytać coś innego, a nie akurat to, co jutro muszę zwrócić do biblioteki. Brakuje mi jeszcze trochę do osiągnięcia celu 100 książek w 2018 roku, ale dam radę. W końcu od czego są książki dla dzieci?

piątek, 21 grudnia 2018

Antykwariaty, świąteczne dekoracje i norweska saga, czyli przegląd tygodnia #49




  Jakoś straciłam w tym tygodniu werwę i zaangażowanie. Najchętniej tylko bym spała, jadła i czytała. W sumie grudzień brzmi lepiej niż listopad, może więc jakoś uda mi się ocknąć z marazmu, w który ostatnio popadłam.



Na upartego znalazłoby się jednak kilka rzeczy, które wywołały we mnie entuzjazm.

Na przykład przeglądanie niezliczonej ilości stron w antykwariatach internetowych. I spisywanie interesujących mnie tytułów na moją o wiele za długą listę "do przeczytania". Od tego tygodnia oficjalnie zostałam kolekcjonerką starych książek. Do uzbierania satysfakcjonującego mnie księgozbioru jeszcze długa droga, ale akurat w tym wypadku droga będzie chyba ciekawsza niż sam cel.


Albo świąteczne DIY. W zeszłym roku postanowiłam sobie, że za rok na święta udekoruję sobie schody. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Co prawda, na początku nasz kot był bardzo zaintrygowany dekoracją i trzeba było go pilnować, żeby nie broił. Wandal jeden!


Świąteczne schody w moim wykonaniu


Mikołajkowy ałtfit


Produkcja filcowych choinek na szkolny kiermasz bożonarodzeniowy


Bardzo relaksujące zajęcie


Naleśniki w sobotni poranek



Kto jest najpiękniejszy w świecie?

Zaczęłam czytać



Książka tygodnia- wspaniałe pióro!

Czytelniczo też było całkiem spoko. Skończyłam "Jak przestać się martwić i zacząć żyć", którą muszę chyba sobie kupić, żeby mieć na własność i zaznaczać w niej wartościowe fragmenty, trzymać na półce przy łóżku i zaglądać w chwilach zwątpienia.

Pierwsze miejsce na podium zajmuje jednak skandynawska saga Anne B. Ragde. Nie tak dawno przeczytałam "Ziemię kłamstw". W tym tygodniu pochłonęłam dwie kolejne części- "Raki pustelniki" i "Na pastwiska zielone". I o ile, przy pierwszej części narzekałam na zbytni naturalizm, o tyle zaakceptowałam go przy kolejnych tomach. Warsztat pisarski autorki bardzo mi podchodzi, norweskie realia- również. Sylwetki bohaterów nie są przerysowane, a przedstawienie homoseksualizmu to prawdziwy majstersztyk. W zasadzie to tylko drażniły mnie opisy branży pogrzebowej, którą trudnił się jeden z bohaterów. Reszta jest bardzo w porządku. Kiedy musiałam odrywać się od książki, tęskniłam za powrotem do świata fiordów, psich zaprzęgów i figurek Swarovskiego.

czwartek, 20 grudnia 2018

"Uwięziona dusza", olejek z awokado i świąteczna pościel z Lidla, czyli przegląd tygodnia #48


 

Jakoś tak niepostrzeżenie przemknął tydzień, w którym listopad zmienił w grudzień. Niedawno był poniedziałek i z werwą zaczęłam tydzień, a tu się człowiek nie obejrzał i już nastała niedziela na zwolnionych obrotach.



Gdyby nie prowadzony dziennik, nie pamiętałabym pewnie o wielu rzeczach, które oderwały mnie od obowiązków i sprawiły mi autentyczną przyjemność.

Na przykład jeden z pamiętników L. Maud Montgomery. "Uwięziona dusza" to książka, którą czytałam z zaintrygowaniem, pewnie dlatego, że jest w stu procentach autentyczna. Jej fabułę napisało nie zawsze usłane różami życie kanadyjskiej powieściopisarki. Maud, bo właśnie to imię preferowała debiutująca autorka, kochała otaczającą przyrodę, z czułością uprawiała ogród. Kochała też książki i koty (zupełnie tak jak ja). Teraz widzę jak wiele swojej duszy tchnęła w Anię z Zielonego Wzgórza i inne bohaterki swych powieści. Kiedyś czytałam biografię Maud, ale biografia a pamiętnik to zupełnie co innego i muszę wkrótce zapolować na jej kolejne pamiętniki.





Ulubiona zabawka Śnieżki


Oparłam się pokusie i nie kupiłam


Wyciągnęłam swoje stare kolorowanki

Radość sprawiła mi także świąteczna pościel z Lidla, obok której nie mogłam przejść obojętnie. Oczyma wyobraźni już widziałam siebie zatopioną w lekturze i zanurzoną w ciepłej pościelowej czerwieni.


Świąteczna pościel z Lidla


Natomiast szczery śmiech wywołała u mnie seria filmików o śmiesznych kotach, które oglądałyśmy razem z córką zamiast odrabiania lekcji. Takie "trwonienie" czasu jest czasami lepsze niż jakiekolwiek "produktywne" zajęcie.


Poza tym bardzo zadowolona jestem z olejku z awokado, który aplikuję sobie co wieczór na twarz. Mieszam go na dłoni z kwasem hialuronowym i powstałą mieszankę wklepuję w skórę. Zamiast kremów na noc, w które nie wierzę. Po tej mieszance moja cera wygląda rano bardzo dobrze.

Telewizji praktycznie nie oglądałam. Zaledwie kilka odcinków "Przyjaciół", które zawsze powodują niekontrolowane wybuchy śmiechu i połowa "50 twarzy Grey'a". Tak, wiem. Wszyscy już widzieli ten film sto lat temu. No cóż, ja dopiero teraz zerknęłam sobie na śmiałe poczynania pana Szarego. Zdania na temat filmu nie zdążyłam sobie wyrobić, gdyż gdzieś w połowie moje małe dziecko się obudziło i musiałam iść na górę je usypiać.


Czas leci w zawrotnym tempie. Przeczytałam nawet gdzieś ostatnio, że na Ziemi zmieniło się odczuwanie czasu przez ludzi. Ja na przykład mam wrażenie, ze czas przyśpieszył ze zdwojoną siłą. A przecież tylu rzeczy chciałoby się jeszcze doświadczyć. Gdyby człowiek był trochę mniej rozmemłany, może by i zdążył.