piątek, 15 września 2017

Kinetta Beach Resort & Spa




Podczas naszych Wielkich Greckich Wakacji mieszkaliśmy w hotelu Kinetta Beach, położonym przy samej plaży, z niezwykłym widokiem na góry.


Muszę przyznać, że przed wyjazdem nie pałałam entuzjazmem. Trochę za sprawą fobii lotniczej, trochę przez wygooglowane opinie o ośrodku. Okazało się, że to wyssane z palca bzdury, które nie sprawdziły.

Po pierwsze, nasz pokój był całkiem spoko. A mówię to ja, osoba o iście sanepidowskich wymaganiach:)
Było czysto, dużo miejsca w szafach i szafkach, spory balkon, a do tego codziennie sprzątano i wymieniano ręczniki.
Minus- klimatyzacja. Oraz jej brak. To znaczy klima w pokoju była, a jakże. Jednak spać się przy niej nie dało, a bez niej ... też nie. Toczyliśmy o tę klimę batalię z mężem noc w noc, a było ich siedem. Kiedy on zasypiał, ja biegiem na paluszkach po pilot i off :)

Cały kompleks hotelowy jak dla mnie był bez zastrzeżeń. Kilka basenów, w tym jeden dla dzieci (moją córkę trzeba było z niego wyciągać wołami) i jeden w strefie ciszy. Kamienista czysta plaża o krok dalej. Z leżakami nie było większych problemów. Gdzie nie spojrzeć- piękne widoki. Rozkosznie szumiące palmy, białe i różowe rododendrony, limonki na drzewach.

Chociaż turystów, zwłaszcza francuskich, nie brakowało, atmosfera, jak dla mnie, była kameralna. Ale to pewnie dzięki temu, że hotel usytuowany jest trochę na odludziu, jakieś 60 km od Aten (z którymi, nota bene, jest dobre połączenie kolejowe- skorzystaliśmy).



Basen, który moje dziecko wolało od morza
Kawa, cóż że nienajlepsza, skoro pita w cieniu palmy?
Nadmorska restauracja


Pierwszy poranek w Kinetcie


Przystanek w drodze na plażę


Obiad
Zdjęcie całkiem ładne, gorzej ze smakiem :)

Jeśli chodzi o jedzenie, najodpowiedniejsze będzie tu słowo różnorodność. Serwowane potrawy (śniadanie, obiad, kolacja, a także przekąski) były świeże, kolorowe, urozmaicone, niemonotonne. Każdy mógł wybrać coś dla siebie. Dużo owoców (najpyszniejsze były figi) i warzyw. Ciut gorzej, a wręcz fatalnie, było z napojami. Do każdego posiłku serwowana była grecka kranówa, i o ile na co dzień popijam sobie moją olsztyńską filtrowaną wodę bez oporów, o tyle ta grecka do picia się nie nadawała (choć tak ładnie prezentowała się w butelkach). Była ciepła i słonawa, blee... Całe szczęście, że w sklepiku można było zaopatrzyć się w normalną butelkowaną wodę i schłodzić ją sobie w pokojowej lodówce. Soki, choć nawet koło soków nigdy nie leżały, to już w ogóle porażka. Że o kawie nie wspomnę. Nawet zielona herbata miała słony posmak. No, ale takie właśnie są uroki all in. Nie można mieć wszystkiego. Przy takiej pogodzie, widokach, towarzystwie i górze dobrego greckiego jedzenia, dało się znieść kilka drobnych niedogodności.
Dwa razy mieliśmy super wypasione kolacje w osobnej restauracji serwującej dania typowo greckie, a raz kolację przy stoliku nad samiutkim morzem, gdzie było wszystkiego pod dostatkiem, nawet moje ukochane sushi.


W porannym słońcu


Nicnierobienie przy basenie
Plażingu nigdy dość
Lemoniada
-"Wyjdź już z tej wody!' - "Zaraz!"




Strefa ciszy, piękne drzewo







Rododendron



Prawie pusta plaża o dziewiątej rano


Kinetta Beach
W dniu wyjazdu
K. zadowolona z wakacji:)
Palmy są piękne!
Moja Gwiazda Wieczoru schodzi na kolację
Z kapeluszem się nie rozstawałam:)
Kalispera!
Grecka kolacja, kali orexi!
Plaża po zachodzie słońca

Śniadania na tarasie mogłabym jeść codziennie
Cudna ta biel





Limonki- kilka przemyciliśmy na domową lemoniadę
Wszędzie oliwki
Lubię przytulać się do drzew, to i palmę przytuliłam
Aż żal było opuszczać to piękne miejsce


Może i Kinetta Beach nie jest popularnym miejscem w Grecji, ale właśnie dlatego, warto tam spędzić urlop. Nie ma tłumów, nie ma problemów z leżakami na plaży. Spokój i względna cisza. Da się wypocząć. A negatywne komentarze w internetach piszą sfrustrowani ludzie. Zadowoleni- jak ja, piszą posty na blogu:)

niedziela, 10 września 2017

To se ne vrati- sierpień 2017 w zdjęciach



Naprawdę nie wiem, kiedy minęło to lato. A sierpień to w ogóle był za krótki. Ale pewnie taki właśnie powinien być. Tylko ja w tym całym rozgardiaszu byłam nie całkiem uważna. 



Przede wszystkim więc zajęta byłam nieustannym pakowaniem i rozpakowywaniem. Głównie za sprawą przeprowadzki. No i greckich wakacji, które opisałam TU i TU. Greckie morze i szum palm były dla mnie miłym przerywnikiem remontu, szeroko pojętego ogarniania codzienności, zakupów w marketach budowlanych i salonach meblowych. No i sprzątania. Och, nasprzątałam się chyba za wszystkie czasu. Perfekcyjna Pani Domu byłaby ze mnie dumna.





10 sierpnia, a więc w dzień naszego wylotu na urlop, była też nasza 10 rocznica ślubu. Spędziliśmy ją najpierw w drodze z Olsztyna do Poznania, potem w chmurach, następnie przez  moment w gorących Atenach, i finalnie w Kinetta Beach Resort&Spa. Także działo się tego dnia,oj działo. Niemniej niż przez dziesięć naprawdę burzliwych lat naszego małżeństwa.


Polecam rolowanie ubrań w walizkach

Tak obchodziliśmy 10 rocznicę ślubu


Gdzieś w przestworzach


Panorama Aten

Trochę żałuję, że nie wybrałam się z mężem na tę górską wycieczkę


Co tam jeszcze działo się u mnie w sierpniu?
Miałam przygodę z zalaniem łazienki. Teraz się z tego śmieję, ale przeżyłam istny armagedon.
Popijałam siemię lniane, w związku z dokuczliwym refluksem.
Ćwiczyłam na siłowni pod chmurką.
Przeczytałam dziewiętnastą już książkę z serii "Jeżycjada" (muszę zrobić kiedyś o tym osobny wpis).
Stworzyłam swoją własną wymarzoną bibliotekę w domu.
Mówiłam do kwiatów.

Tak naprawdę, to jestem zmęczona sierpniem. Dużo się działo, napracowałam się  jak wół. I zaczynam nowy rozdział życia w nowym mieszkaniu.



Łóżko w końcu skręcone
Ostatnie dni w przedszkolu



Zaczyna się...:)